Jeśli złodziej ukradnie twój rower w Anglii, nie dzwoń na policję! Najpierw sprawdź, czy miał kask. Bo tamtejsza policja dba o zdrowie obywateli i nie będzie ścigać człowieka bez ochrony głowy. Taki zestresowany biedaczek mógłby przecież podczas ucieczki ze strachu spaść z roweru i jeszcze sobie coś zrobić. I wtedy trzeba by było płacić odszkodowanie. A policja musi też dbać o finanse państwa.
Idiotyzm? Jasne, ale angielskie sądy są naprawdę ostre i jeśli takiemu złodziejowi stałoby się coś poważnego, puściłyby policję z torbami. A że policjantom
bardziej zależy na spokojnej emeryturze, niż na włóczeniu się po sądach, ścigania gościa bez kasku odmówili.
Taka sytuacja przydarzyła się Maxowi Fosterowi, 18-latkowi z Somerset w Anglii. W nocy ktoś ukradł jego nowy rower, wart 1200 funtów. Zadzwonił po policję, ale ta odmówiła ścigania przestępców, bo nie mieli oni kasków ochronnych. "To dla dobra nas wszystkich" - skwitowali sprawę policjanci i się rozłączyli.
Taka sytuacja przydarzyła się Maxowi Fosterowi, 18-latkowi z Somerset w Anglii. W nocy ktoś ukradł jego nowy rower, wart 1200 funtów. Zadzwonił po policję, ale ta odmówiła ścigania przestępców, bo nie mieli oni kasków ochronnych. "To dla dobra nas wszystkich" - skwitowali sprawę policjanci i się rozłączyli.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|