Wyszedłeś z domu, ale nie naładowałeś baterii w komórce? Żaden problem! Wprost na ulicy możesz podładować nie tylko telefon i odtwarzacz mp3, ale też aparat cyfrowy i palmtopa. Dostępne już w Wielkiej Brytanii publiczne schowki z ładowarkami być może niedługo pojawią się na ulicach polskich miast.
Bez zbędnych kabli i większego zachodu sprzęt podłączamy do ładowarki i zostawiamy w skrzynce. Producenci zapewniają, że ładowarka obsługuje wszystkie modele
komórek dostępne na rynku. Zamykamy i wrzucamy kilka monet. Szyfrowany zamek zapewnia bezpieczeństwo, żaden złodziej się nie dostanie. A jak spróbuje - włączy się alarm. Po 40 minutach
wracamy, a bateria w naszym sprzęcie jest pełna i gotowa do działania.
Usługa ta, dostępna w tej chwili w największych brytyjskich miastach, kosztuje 1 funta. Nawet nie trzeba mieć przy sobie pieniędzy, za ładowanie można zapłacić SMS-em. Co ciekawe, nie trzeba mieć też tęgiego wzroku, by odszukać najbliższą skrzynkę. Odnajdziemy ją za pomocą usługi lokalizacyjnej w naszym telefonie.
Mierzący półtora metra Chargebox mieści sześć schowków, każdy na inne urządzenie. Jeśli w zamku schowka nie ma klucza, oznacza to, że właśnie jest wykorzystywany przez innego użytkownika.
Usługa ta, dostępna w tej chwili w największych brytyjskich miastach, kosztuje 1 funta. Nawet nie trzeba mieć przy sobie pieniędzy, za ładowanie można zapłacić SMS-em. Co ciekawe, nie trzeba mieć też tęgiego wzroku, by odszukać najbliższą skrzynkę. Odnajdziemy ją za pomocą usługi lokalizacyjnej w naszym telefonie.
Mierzący półtora metra Chargebox mieści sześć schowków, każdy na inne urządzenie. Jeśli w zamku schowka nie ma klucza, oznacza to, że właśnie jest wykorzystywany przez innego użytkownika.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane