Jak się okazuje, nie wszystko jest na sprzedaż. Chińczycy nie oddadzą obcemu swojego wielkiego wodza. Po fali społecznych protestów dom aukcyjny zrezygnował z wystawienia na licytacji historycznego portretu Mao Zedonga. Obraz, który stał się pierwowzorem wizerunku wiszącego w latach 50. i 60. na placu Tiananmen, zostanie przekazany jednemu z chińskich muzeów.
Pekiński dom aukcyjny spodziewał się, że obraz osiągnie cenę miliona juanów (100 tysięcy euro). W licytacji mogli wziąć udział zagraniczni kolekcjonerzy, bo
została wydana zgoda na jego wywóz z Chin.
Ale wtedy rozpętała się burza. Chińczycy oburzyli się, że ich narodowe świętości może kupić jakiś obcy. Słali protesty do władz, aż te w końcu uległy i zabroniły sprzedaży obrazu.
Polityczne pamiątki stały się w Chinach ostatnio bardzo modne. W wyższych sferach posiadanie ich jest tak samo popularne jak garnitury od Armaniego czy samochody Mercedesa.
Ale wtedy rozpętała się burza. Chińczycy oburzyli się, że ich narodowe świętości może kupić jakiś obcy. Słali protesty do władz, aż te w końcu uległy i zabroniły sprzedaży obrazu.
Polityczne pamiątki stały się w Chinach ostatnio bardzo modne. W wyższych sferach posiadanie ich jest tak samo popularne jak garnitury od Armaniego czy samochody Mercedesa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|