Prawo nie powstałoby gdyby nie jeden z asystentów Murphy'ego. Przyczepił on czujniki do ciała pilota, który jeździł na wózku napędzanym silnikiem rakietowym. Okazało się jednak, że żaden z sensorów nie zadziałał.

Reklama

Gdy Murphy zaczął je sprawdzać, okazało się, że wszystkie były źle podłączone. Wściekły inżynier miał wtedy powiedzieć: "Jeśli można coś zrobić na dwa sposoby, a jeden skończy się kompletną klapą, to on właśnie zrobi to w ten sposób" - pisze brytyjski "Daily Mail".

To powiedzenie podłapał potem pułkownik John Stapp, który był testowym pilotem i na konferencji prasowej powiedział: "Co ma pójść źle to pójdzie".

Zdanie się przyjęło i wkrótce zaczęło robić karierę jako Prawo Murphy'ego. Doczekało się ono wielu kontynuacji - m.in słynnej zasady, że "każda struktura dąży do swojego poziomu niekompetencji".