Dziennik Gazeta Prawana logo

Tymochowicz: Zazdrościmy młodym gwiazdom

11 sierpnia 2009, 15:36
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Najmłodsze polskie aktorki zarabiają dziennie pieniądze, o których niejednemu przyjdzie tylko pomarzyć. Podstawowa stawka to 1000 zł, rośnie ona wprost proporcjonalnie do popularności młodej gwiazdy, która potrafi zarobić nawet 40 tys. zł miesięcznie. Piotr Tymochowicz mówi, że to normalna sprawa, bo światem show-biznesu rządzi prawo rynku, a nie względy moralno-religijno-sowieckie.

>>>Oto najdroższe małoletnie polskie aktorki

Osobiście bardzo pozytywnie odnoszę się do całej sytuacji z zarabianiem dużych pieniędzy przez bardzo młode gwiazdy. Oburzenie i zawistne postrzeganie takich osób nasuwa mi porównanie do sytuacji z Madonną zarabiającą więcej niż profesor Wolszczan, który odkrył pierwszy pozasłoneczny układ planetarny.

Sam fakt naszego oburzenia świadczy o tym, jak bardzo różnimy się chociażby od Amerykanów i innych zachodnich krajów. Ukazuje to drzemiący w nas i przekazywany z pokolenia na pokolenie wzorzec - homo sovieticus.

Równie dobrze można się oburzyć na kogoś, kto wykupił wszystkie egzemplarze jednej z książek i teraz sprzedaje je na rogu dziesięć razy drożej. I teraz pada pytanie, czy należy się oburzać i zamknąć go do więzienia jako spekulanta, czy też powinno się uznać, że skoro są klienci, którzy kupują te książki, to oznacza to, że wszystko jest w porządku i decyduje prawo rynku?

Światem show-biznesu rządzi prawo rynku, a nie względy moralno-religijno-sowieckie. Na tej samej zasadzie bracia Mroczek zarabiają o wiele więcej od świetnego aktora Henryka Talara. Jeżeli rezygnujemy z dyktatury i systemów na siłę umoralniających, to musimy zdawać sobie sprawę z tego, że wolny rynek ma być niczym nieskrępowany. I dobrze, że działa to w ten sposób, bo na tym polega wolność wyboru.

Można ewentualnie ubolewać nad tym, że naukowcy i inne osoby, które mają coś do przekazania, nie potrafią się równie silnie zareklamować marketingowo, jak te osoby, na które narzekamy. I to jest jedyny problem. Bo nie leży on w tych zarabiających krocie dzieciach i ich rodzicach. Nieważne bowiem, co zrobią oni z zarobionymi pieniędzmi. Mogą je nawet przepić i nic nam do tego. To ich prywatna sprawa, a postronni ludzie mogą tylko patrzeć z zazdrością. Sami jednak jesteśmy sobie winni. Bo jeśli rzeczywiście zazdrościmy tym ludziom ich bogactwa, to oznacza to tylko jedno - to nie świat jest zły, ale zło leży w nas. Nie potrafimy się bowiem tak samo dobrze sprzedać jak inni i dlatego ich sukces tak nas boli.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj