>>> Jak długo Polacy będą bici w Anglii

Reklama

Cieszy mnie inicjatywa Rzecznika Praw Obywatelskich pana Janusza Kochanowskiego. Jestem mile zaskoczony, że ktoś w ogóle zainteresował się sprawą agresji wobec Polaków za granicą. Mam bowiem wrażenie, że Polacy są pozbawieni władzy opiekuńczej, która zajmowałaby się nami wtedy, gdy tego naprawdę potrzebujemy. Myślę tutaj np. o naprawie dróg czy zajęciu się naszą emigracją.

Brytyjczycy w tych ciężkich czasach kryzysu zrzucają część winy za słaby rozwój gospodarki i brak miejsc pracy na Polaków. Wiadomo, że w samej Anglii jest naszych rodaków bardzo dużo i nie ulega to żadnej wątpliwości. Być może właśnie dlatego stajemy się pierwszym wrogiem, którego można oskarżyć w tej sytuacji. To jednak nie nasza wina, że jest gorzej. Nie jesteśmy winni temu, że Europa to system naczyń połączonych i my, Polacy też w jakiś sposób przepłynęliśmy do innego zbiornika, który nas wtedy bardzo potrzebował, a była nim właśnie Wielka Brytania.

Polska emigracja zarobkowa powinna być jednak traktowana przez mieszkańców Wysp jako pomoc dana Anglii. To my wspieraliśmy ich gospodarkę, zajmując się rzeczami, których oni nie chcieli robić.

Mądrzy ludzi potrafią sobie to wszystko sami wytłumaczyć. Niestety ciemnej masie takie rzeczy wyjaśnić należy w dyplomatyczny sposób. I mam nadzieję, że Januszowi Kochanowskiego się to uda.

Jeśli odpowiednik Janusza Kochanowskiego w Wielkiej Brytanii powtórzy głos naszego Rzecznika Praw Obywatelskich, zaakceptuje go i nagłośni tą sprawę w jakiś sposób, to będziemy mogli liczyć na pozytywny odzew brytyjskiego społeczeństwa. Bo jeden głos Polaka nic tutaj nie zdziała i sprawa rozejdzie się po kościach. Dobrze, gdyby w te działania włączyły się także brytyjskie media. Jeśli powstanie jakaś dyskusja, to ludzie zaczną się zastanawiać nad całą sytuacją.

Nasi obywatele, jak się często mylnie sądzi, nie są bardziej agresywni od Brytyjczyków. Jeszcze studiując w Krakowie miałem "przyjemność" poznać studentów z Anglii, którzy zachowywali się bardzo niekulturalnie, łącznie z załatwianiem potrzeb przy Kościele Mariackim.