" - tak w przekazanym agencji Ansa oświadczeniu Veronika Lario odpowiedziała na prośby o komentarz do prasowej dyskusji na temat kandydatur młodych
aktorek, modelek i tzw. celebrytek znanych głównie z telewizji. O jej oświadczeniu informuje na czołówkach środowa prasa.
"Chcę, aby jasne było to, że - oświadczyła żona
włoskiego premiera żyjąca zazwyczaj na uboczu i bardzo rzadko zabierająca publicznie głos.
Odnosząc się do roli kobiet w polityce, stwierdziła: "Na szczęście od dawna jest przyszłość dla kobiet zarówno w biznesie, jak w polityce i to jest rzeczywistość globalna". Z uznaniem wypowiedziała się o byłej brytyjskiej premier Margaret Thatcher oraz kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Następnie napisała: "Kobiety dzisiaj są i mogą być piękne, a to, że piękne kobiety są także w polityce, nie jest ani ich zasługą, ani winą. Ale tym, co wyłania się dzisiaj zza parawanu kształtów i kobiecego piękna - i co jest jeszcze gorsze - jest bezczelność i brak umiaru władzy". Jej zdaniem uderza to przede wszystkim w te kobiety, które są "zawsze na pierwszej linii", broniąc praw innych kobiet.
Zgadzam się: to, co wyłania się z gazet, to tandeta bez wstydu, wszystko w imię władzy" - skonstatowała.
"Co o tym sądzę? To mnie bardzo zdumiało, także dlatego, że nie był na żadnych 18. urodzinach swoich dzieci, mimo że został zaproszony" - wyznała Veronica Lario.
Media zauważają, że zaledwie kilka godzin wcześniej w Warszawie premier Włoch nazwał "zmyślonymi" krążące doniesienia o rzekomych kandydatkach na listach do PE. Bronił zarazem młodych, władających obcymi językami kobiet, których - jak mówił - jedyną winą jest to, że pojawiły się w telewizji. "Nie wiedział jeszcze, że Veronica Lario była już gotowa przypuścić swój drugi wielki atak" - podsumowała "La Reppublica". Gazeta przypomniała, że to właśnie na jej łamach w bezprecedensowym liście w styczniu 2007 roku żona Berlusconiego zażądała od męża przeprosin za jego zbyt swawolne zachowanie wobec kobiet podczas telewizyjnej gali.