(z dumą) Proszę pani, ja od dwóch miesięcy nie palę.
No... po prostu. Paliłem przez prawie 40 lat, całe dorosłe życie i teraz nie palę. Gdy człowiek zbliża się do sześćdziesiątki, to może różne rzeczy robić i nie robi na nim to
najmniejszego wrażenia (śmiech).
Nie. Nie męczy mnie zupełnie głód nikotynowy. Organizm nie domaga się już używek jak kiedyś.
Chciałem się wzmocnić. Poza tym ja śpiewam, a ponieważ mój aparacik głosowy jest bardzo mikry, to chciałem dać mu większą szansę, nie paląc. A rzuciłem w bardzo prosty sposób. Nie
chciało mi się iść po papierosy. Następnego dnia dorzuciłem do tego ideologię, że to na pewno będzie dla mnie dobre. I tak już zostało.
Myślę, że palący są w stanie uszanować te nowe zasady. Gdy byłem jeszcze palaczem i w moim domu papierosa zapalało 5 osób na raz, to słabo się czułem. Z kolei dla niepalących siedzenie w
dymie jest prawdziwym dramatem.
Powiem tak: grałem ostatnio w Katowicach i po koncercie przyszedł do nas gitarzysta Myslovitz, aby zaprosić na kolację. Poszliśmy do klubu nocnego i tam nikt nie palił. Masa ludzi, muzyka,
godzina pierwsza w nocy… i zero dymu. A więc można. Poza tym palenie to oszałamianie się, a gdy człowiek jest oszołomiony, to łatwiej jest mu akceptować rzeczy, których normalnie by nie
strawił (śmiech).