W kiełbasie zdarza się niektórym znaleźć bardzo dziwne rzeczy. Niektórym udaje się nawet natrafić na mięso. Nelu Luca, Rumun z Jassych, też się na nie natknął. Tyle że w salami, które smakował, spodziewał się wieprzowiny, a ewentualnie ośliny. Tymczasem jego przysmak zawierał... mysinę.
„Nie mogłem w to uwierzyć, zawsze bardzo starannie oglądam to, co kupuję. ” - opowiada Nelu.
. Fragmenty mysiego salami są obecnie badane w laboratorium, by sprawdzić, czy kiełbasa stanowiła zagrożenie dla zdrowia.
Ovidiu Wencz, przedstawiciel zakładów masarskich, które wyprodukowały kiełbasę, twierdzi, że nie pochodzi ona z jego zakładów i że jest to jakaś forma sabotażu ze strony konkurencji. Przyznał, że wcześniej w jego wędlinach czasem znajdywano śrubki czy nakrętki, jednak problem zlikwidowano, gdy wprowadzono wykrywacze metali. Być może powinien teraz pomyśleć o zainstalowaniu w swojej firmie urządzenia do wykrywania gryzoni.
>>> Kiedyś Rumni potrafili uwędzić kiełbasę...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|