Zdarzenie miało miejsce latem 2007 roku. Dziennikarz, który nie wynajął adwokata, relacjonował na rozprawie, że zawrócił i stanął obok, by spytać o powody tej reakcji: "On jednak zablokował drzwi i nastawił głośniej radio; spytałem: Czemu nie jesteś teraz taki odważny, cwaniaku". Przyznał się, że kiedy mężczyzna ruszył swym autem, on uderzył lewą ręką w przednią szybę - "na odchodne, w geście rezygnacji i pogardy".
Wersja poszkodowanego jest trochę inna. Zeznał, że nie stało się nic, co mogło sprowokować atakującego. Dodatkowo twierdzi, że Wojewódzki był pod wpływem jakichś środków odurzających: którą widziałem kiedyś w Szwecji" - powiedział mężczyzna. Dodał, że gdy powoli ruszał, by nie zrobić krzywdy blokującemu jego auto Wojewódzkiego, ten uderzył w szybę, po czym "zbiegł z miejsca zdarzenia, jadąc pod prąd".
Wojewódzki zaprzecza jakoby używał jakichś nielegalnych środków. Dla niego starcie sądowe jest także wyrazem starcia światopoglądowego. Nie bez przyczyny sprawą Macieja P. zajmuje się kancelaria Romana Giertycha. Na sali sądowej obaj panowie nie szczędzili sobie uszczypliwości w stylu: Wojewódzki dociekał też, czy P. należy do jakiejś partii i czy jest wierzący.
Sąd odroczył proces do 30 marca, kiedy mają zeznawać świadkowie zajścia. O ostatecznej wysokości odszkodowania i charakterze uszkodzenia szyby wypowie się biegły.