Amerykanie uchodzą za niezbyt mądry naród, ale to, co zrobił jeden z mieszkańców Cleveland to prawdziwy szczyt głupoty. Zadzwonił na policję i podczas rozmowy z dyspozytorką sprzedawał narkotyki.
W sobotni wieczór mieszkaniec Cleveland w stanie Ohio niejaki Alejandro Melendez zadzwonił pod amerykański numer alarmowy 911 i zgłosił dyspozytorce, że jest śledzony przez dwóch uzbrojonych mężczyzn.
Nagle, rozmowa się urwała, więc dyspozytorka oddzwoniła do niego. Alejandro odebrał telefon, ale poprosił, by poczekała chwilę. W tle, dała się słyszeć wyraźna rozmowa, która jednoznacznie sugerowała, że Melendez sprzedaje komuś paczuszkę z heroiną.
Dyspozytorka powiadomiła policję, która podjechała pod wcześniej wskazany przez Alejandra adres. Funkcjonariusze zatrzymali go z ukrytymi w spodniach narkotykami, których nie zdążył wcześniej sprzedać. Teraz odpowie i za handel narkotykami i za własną głupotę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|