Sony Ericsson K750 zapalił się w rękach piętnastoletniego właściciela. Gdy Mats Chamontree bawił się na lekcji swoją komórką, nie przypuszczał, że karą za nieuwagę na zajęciach będzie poparzenie. Producent telefonu obiecał zbadać baterię i sprawdzić, czy był to przypadkowy samozapłon, czy początek większego problemu.
Mieszkający w Gallivare w Szwecji chłopak opowiada, że dłubał w przegródce na baterię. Jak twierdzi, w pewnej chwili telefon zasyczał, a ze środka zaczął wydobywać się dym.
Mats rzucił komórkę na ziemię, po czym eksplodowała bateria. Na szkolnej podłodze zostały wyraźne ślady po płonącym plastiku. Dyrekcja odwołała zajęcia. Komórka, jak twierdzi jej
właściciel, była kupiona niecałe dwa lata wcześniej, felerna bateria była oryginalna.
"W połowie wypadków winą jest mechaniczne uszkodzenie baterii, w pozostałych przypadkach mamy do czynienia z użyciem niewłaściwych baterii i ładowarek" - mówi Gustaf Brusewitz, rzecznik Sony Ericsson.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane