Kariera dyplomatyczna nowego francuskiego ambasadora na Madagaskarze trwała zaledwie pięć miesięcy. Prezydent wyspy Marc Ravalomanana uznał, że Gildas de Lidec chce rzucić na niego... urok. Kazał więc dyplomacie pakować walizki i wracać do Francji.
Prezydent odmawiał spotkań z francuskim dyplomatą, nie chciał go też widzieć na żadnych przyjęciach. Wszystko przez to, że bał się czarów. Francuski dyplomata nie miał więc wyjścia, musiał spakować walizki i wracać do Paryża. Jego następca liczy na to, że nie narazi się zabobonnemu przywódcy.
Ale trzeba przyznać, że obawy zabobonnego prezydenta Madagaskaru mogą mieć pewne podstawy - na dwóch poprzednich placówkach de Lideca albo wybuchał zamach stanu, albo mordowano głowę państwa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|