Paweł Małaszyński lubi swój wielki samochód. Jest w nim dużo miejsca, prawie jak w autobusie. Może właśnie dlatego aktorowi pomylił się ostatnio parking z przystankiem, na którym bezczelnie zostawił swojego forda s-max - zastanawia się "Fakt".
Ludzie czekający na przystanku osłupieli, gdy zamiast czerwonego autobusu zobaczyli podjeżdżające auto Małaszyńskiego. W oczach aktora można było dostrzec lekkie rozmarzenie. Bowiem jeszcze jako mały Pawełek pragnął zostać kierowcą autobusu.
A jednak nie zabrał pasażerów, bo najwyraźniej przestraszył się tłumu. Zaparkował więc auto pośród zdezorientowanych ludzi, trzasnął drzwiami, naciągnął czapkę na uszy i czym prędzej się oddalił - pisze "Fakt".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|