Tom Cruise wie, że gwiazda bez fanów gaśnie. Dlatego na londyńską premierę swego najnowszego filmu przyjechał kilka godzin wcześniej. Tylko po to, by dać autografy i pozować do zdjęć.
Cruise nie zgrywał gwiazdy. Chodził jedynie po Leicester Square i robił wszystko, o co go jego fani prosili. Dawał się namówić na pozowanie do zdjęć, w takich pozach, o jakie prosili go widzowie. Do tego podpisywał wszystko, co mu podsunięto - kubeczki, czapeczki, pamiętniki. Nie przeszkadzał mu nawet londyński ziąb - twierdzi portal Celebrity Wonder. Fani na pewno czuli się mile połechtani postawą swojego ulubieńca.
Zupełnie inaczej jednak fani wielkiego ekranu oceniają inną gwiazdę filmu "Lion for Lambs" - Roberta Redforda. Ten nie chciał się spotkać z ludźmi. Trzęsąc się z zimna, przemknął jedynie ukradkiem tylnym wejściem do kina. I w ogóle nie przejął się fanami, którzy na niego czekali.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|