Chelsy Davy, narzeczona księcia Harry'ego, jest wściekła. Nie dość, że nie widziała swego chłopaka przez całe wakacje, to jeszcze musiała godzinę czekać na niego na lotnisku. Bo wnuk brytyjskiej królowej... zaspał.
Gdy piękna Chelsy przyleciała na lotnisko, myślała, że wreszcie zobaczy swego ukochanego. A tu figa z makiem - nikt na nią nie czekał. Przez godzinę włóczyła się po lotnisku, aż wreszcie sięgnęła po komórkę.
Jak mówią podróżni, Chelsy do słuchawki wykrzyczała tylko kilka słów. Widać ton jej głosu obudziłby nawet umarlaka, bo Harry po paru minutach pojawił się na lotnisku. Książę ledwo trzymał się na nogach i wyglądał, jakby jego ukochana zerwała go z łóżka.
Gdy para wychodziła z lotniska, Chelsy złowrogo szeptała coś ukochanemu, a ten miał minę zbitego psa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|