"Galiński po prostu sobie ze mnie kpi w żywe oczy! Dacie państwo wiarę? Jak mnie nie weźmiecie w obronę, to nie wiem, co będzie" - denerwuje się Beata Tyszkiewicz.

Reklama

Podczas ostatniego odcinka show choreograf kpił sobie z planów Tyszkiewicz, która przyznała się, że marzy o występie w show jako uczestniczka. Galiński stwierdził, że jurorka zapisała się do szkoły tańca, a on daje jej lekcje. "Galiński kłamał. Ja, która jestem mocna w określeniach tanecznych i mam takie głębokie, profesjonalne rozeznanie, nie potrzebują żadnej szkoły tańca! Czyżby on otwierał szkołę tańca, że mi to tak wmawia?" - oburza się Beata Tyszkiewicz.

Galiński ostatnio prezentuje dość dziwne poczucie humoru. I co chwilę ktoś się na niego obraża - komentuje "Fakt". Tak jak Anna Głogowska, którą juror w pierwszym odcinku nazwał "panienką" Piotra Gąsowskiego.

Z kolei w niedzielę Galiński zwrócił się do Tyszkiewicz niewybrednymi słowami: "Lubisz, jak facet ma coś sztywnego" - usłyszała nie tylko aktorka, ale i kilka milionów zdumionych widzów przed telewizorami. "Nie będę rozmawiał, nie mam czasu" - powiedział Galiński, gdy "Fakt" chciał go zapytać o jego komentarze na wizji.

"Mi bardzo mało rzeczy w życiu przeszkadza. Póki mnie nie bije na wizji, wszystko jest w porządku. Zresztą wtedy chyba Wodecki by mnie obronił, bo ma długie kończyny..." - podsumowuje Beata Tyszkiewicz.

Czytaj także: Fraszyńska sama odśnieża przed domem