Gwiazda wystosowała otwarty list do organizacji, w którym w ostro odpowiedziała na apele członków PETA regularnie krytykujących ją za noszenie prawdziwych futer.

Reklama

"Nie chodzi tylko o wygląd prawdziwego futra - tłumaczy Kelis. - Jest naprawdę ciepłe i mięciutkie w dotyku. Czuliście kiedyś na skórze sztuczne futro? Nic przyjemnego. Możecie mieć do mnie pretensje, jeśli zacznę nosić futra zagrożonych zwierząt, jak niedźwiedzia polarnego czy orangutana. Norki i szynszyle to gryzonie, które i tak by wybito, więc specjalnie mnie nie obchodzą".

Piosenkarka dorzuciła też swoje trzy groszy w sprawie humanitarnego zabijania zwierząt. "Nie ma czegoś takiego - twierdzi z uporem Kelis. - Śmierć to część życia. Zjadłabym pterodaktyla, gdyby ktoś powiedział mi, że ma pyszne, delikatne mięso. Lubię mięso. Samo pisanie tego słowa sprawia, że cieknie mi ślinka".

Nie omieszkała zwrócić uwagi na bardziej jej zdaniem palące problemy od, jak to określiła "ratowania jakiejś cholernej wiewiórki". "Zajmijcie się czymś naprawdę ważnym - grzmi Kelis - i nie zawracajcie mi głowy. Pomyślcie o kobietach okaleczanych na Bliskim Wschodzie. O obrzezaniu kobiet w Afryce. O prawach kobiet w Ameryce, gdzie mężczyznom nadal płaci się więcej".

Krewka wokalistka w kolejnej części listu zarzuca hipokryzję walczącym o humanitarne traktowanie zwierząt członkom organizacji. "Tak na marginesie, przekonałam się, że założycielka PETA, Ingrid Newkirk, jest kompletnie stuknięta - pisze nie owijając w bawełnę Amerykanka. - Jej zachowanie przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Z tego, co wiem, to diabetyczka. To oznacza, że wstrzykuje sobie insulinę, która pobierana jest od świń laboratoryjnych. Wiem to, bo moja siostra uczy się w szkole dla weterynarzy. Cóż za niebywała hipokryzja".