"Parytety są upokarzające, sprzeczne z konstytucją i mogą zagrażać demokracji" - twierdzą przeciwniczki ustawowego zagwarantowania kobietom połowy miejsc na listach wyborczych. Napisały nawet w tej sprawie list protestacyjny. "Jako feministka zawsze staram się postepować lojalnie względem innych kobiet, nie jest to jednak powszechny obowiązek" - komentuje Kazimiera Szczuka.
>>>Kobiety: Parytety nas upokarzają
Bardzo mnie martwią takie przejawy kobiecej niesolidarności. Dla mnie jako feministki to bardzo przykre. Sama staram się być względem innych kobiet lojalna. Nie jest to jednak obowiązek, raczej pewna wartość, naddatek, więc nie wszyscy muszą.
Najgorsze jest to, że przeciwniczki polityki parytetowej to kobiety spełnione, którym się w życiu powiodło. Nie interesuje ich ułatwienie startu koleżankom, które może są w porównaniu z nimi zwyczajne, ale jednocześnie wystarczająco dobre, żeby pełnić funkcje urzędników państwowych.
Widać, te panie latami budowały swoje poczucie wartości na tym, że czuły się rodzynkami, nie widząc na równorzędnych stanowiskach zbyt wielu kobiet...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|