"Krzysztof mnie w ogóle nie lubił. Byliśmy jak dwa przeciwieństwa. On jeździł na rowerze, a ja starymi samochodami. Może z jeszcze innych powodów mnie nie lubił. Ale naprawdę
kochaliśmy się w sobie." - powiedziała Szapołowska w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".
Na pytanie, jak traktowała swoją urodę, Szapołowska odpowiedziała: "Ja byłam niezła d...! Tak mówiono". "Jak taka świadomość wpływa na aktorkę?" -
pyta "Rzeczpospolita". "Uwodziłam. Zwłaszcza węgierskich Cyganów. Śpiewali dla mnie całą noc. Po <Pięknej nieznajomej> śpiewał też dla mnie w
Petersburgu premier Wiktor Czernomyrdin. Chciał mnie porwać różowym samolotem" - odpowiedziała aktorka.
W obszernym wywiadzie przypomniała też anegdotę dotyczącą jej egzaminu wstępnego do szkoły teatralnej. "W komisji siedział m.in. Andrzej Łapicki. Powiedziałam swoje, wyszłam. A
profesor zwrócił się do Emiliana Kamińskiego z pytaniem <Znasz tę d...ę?>. Emilian odpowiedział: <Nie znam, panie profesorze!>. <Ja też nie> -
przyznał profesor. Ale tak naprawdę uwagę zwrócił na mnie Tadzio Łomnicki" - opowiada w "Rzeczpospolitej" Szapołowska.