Anna Sobańda: Jak ocenia pan współpracę z Jerzym Owsiakiem?

Edward Miszczak: Jako duży sukces. Bardzo cieszę się, że moi szefowie pozwolili mi na kilka projektów, których do tej pory nie robiliśmy, ponieważ byliśmy stacją komercyjną, skupioną na własnym świecie. Tymczasem zrealizowaliśmy nagrody filmowe we Wrocławiu, Paszporty Polityki i Owsiaka. Jesteśmy trochę jak arka Noego, kiedy okazuje się, że dla różnych ludzi nie ma miejsca, przypominają sobie o nas. Ja się z tego cieszę i oceniam współpracę z WOŚP jako sukces.

Pan mówi o sukcesie, tymczasem TVP chwaliło się, że ich film dokumentalny "Pucz" miał lepszą oglądalność niż finał WOŚP w TVN

To jest brzydka gra. Owsiak i jego projekt to świętości. Każdy, kto wyląduje w szpitalu i zobaczy serduszka na sprzęcie, nie będzie mówił o oglądalności. To głupie licytować się na to, co było bardziej oglądane. Poza tym, Orkiestra była oglądana na wielu kanałach, więc te porównania są bez sensu.

Czy wyobraża pan sobie satyryczną audycję "Ucho prezesa" na antenie TVN?

Jakbym sobie wyobrażał, to ten program byłby na naszej antenie, ponieważ oni bardzo długo chodzili po rynku.

Czyli nie ma w TVNie miejsca na satyrę polityczną?

Jest, tylko na inną. Poczekajmy chwilkę.

Wiosną wracają "Milionerzy". Czy popularny przed laty teleturniej może znów spodobać się widzom?

Kiedy byłem na nagraniu w Niemczech dostrzegłem, że to wciąż robi wrażenie i ciarki przechodzą po plecach. Pomyślałem sobie, że spróbuję po latach wrócić do tego formatu. Hubert Urbański jest ciągle w świetnej formie, świetnie zrobił RMFowi w komercyjnej formule. Myślę, że to będzie bardzo spójne.

Czyli powroty do TVN są możliwe

Ja nie mam IPNu, nie pamiętam, jak odchodzili (śmiech)

Najbardziej wyczekiwaną premierą jest serial "Belle Epoque". Realizowana z rozmachem kostiumowa produkcja to duże ryzyko. Nie obawiał się pan tej decyzji?

Nie zaryzykowałbym własnej pozycji, gdybym nie wierzył w ten sukces. Mam świadomość, że ta produkcja może wynieść na szczyty, ale może też ściągnąć na sam dół. Uważam, że era seriali obyczajowych troszkę się już kończy. Ludzie poszukują czegoś nowego. W tej produkcji bardzo dużą wagę przywiązujemy do szczegółu. Te same stroje, które wykorzystaliśmy w „Belle Epoque” pojawiły się też w „Grze o tron”. Czekaliśmy w kolejce aż wrócą z ich planu, żeby ściągnąć je do Polski. To było bardzo trudne przedsięwzięcie także logistycznie, ponieważ część zdjęć powstawała w Krakowie, a część w Warszawie. Mnóstwo bardzo szczegółowej pracy. Producent Michał Kwieciński zasuwa jak czołg. Mamy też wspaniałych aktorów. Magda Cielecka rzadko z nami grała, Paweł Małuszyński miał przerwę po „Lekarzach”, ale kiedy zobaczyli scenariusz, nie zastanawiali się długo.

Po 16 latach z anteny znikają "Rozmowy w toku", dlaczego?

Ponieważ wyczerpały swój czas. Ewa Drzyzga przez wiele lat oglądała się jak świeże bułeczki, ale dobrnęliśmy do mety. Nie chcę, żeby ludzie mówili, że program Drzyzgi się nie ogląda. To jest za duża gwiazda, żeby zostawić ją samą sobie, dlatego złożyliśmy jej nową ofertę. Fajne jest to, że nad „36,6 C” pracują jej ludzie. Nie rozwiązaliśmy grupy produkcyjnej, ten sam zespół działa dalej.

A dlaczego tematyka medyczna?

Dzisiaj rynek farmaceutyczny urósł. Ludzie uwiedzeni reklamami chcą pewne rzeczy sprawdzić. A Drzyzga ma dużą wiarygodność, ona nie będzie zatrudniona marketingowo, ona będzie robiła dobry talk show.

Wielka nieobecna dzisiejszej konferencji, to Małgorzata Rozenek. Dlaczego wiosną nie zobaczymy jej na dużej antenie?

Ponieważ pracuje nad kolejnym programem. Nie możemy zdradzić, co to będzie. Nie da się dzisiaj wszystkiego zapełnić Rozenkami, choć są to generatory. Wystarczy spojrzeć, co działo się po „Azja Express”. Teraz dopieszczę Małgosię, będziemy pracowali nad jakimś nowym formatem, na pewno działamy dalej.

Programowi Kuby Wojewódzkiego wielokrotnie wieszczono koniec, tymczasem wiosną na antenie kolejny sezon

Kuba jest wielki. Umierał już sto razy, a wciąż żyje i jest w świetnej formie. Nie ma powodu ściągać go z anteny.

Jak reaguje pan na konflikty swoich gwiazd? Mam na myśli spór Małgorzaty Rozenek i Kuby Wojewódzkiego po programie "Azja Express"

Podobnie jak w domu, lepiej udawać, że pewne rzeczy się nie dzieją (śmiech)

Czyli nie było wzywania na dywanik?

Nie. To są mądrzy ludzie, którym czasami puszczają emocję. Nie jestem jednak gestapowcem, żeby te emocje hamować. Staram się pomagać, doradzam, przytulam, zapominam, ale nie dywanikuję. Choć oczywiście niektóre rzeczy mi się nie podobają.