Swoje rozważania opublikowane na malydziennik.pl, Tomasz Terlikowski zaczyna od tego, że odkrycie nowego układu planetarnego nie jest jednoznaczne z odkryciem inteligentnych form życia, istnienie których w jego przekonaniu wciąż jest bardzo wątpliwe.

Wielkość Kosmosu to wyraz wielkości Boga. A istnienie człowieka nie jest efektem przypadku, przypadkowych mutacji czy zbiegów okoliczności, ale woli Bożej, by powstał człowiek. Nie musi to oznaczać, że nie powstały, nie zostały stworzone inne istoty inteligentne (poza ludźmi czy aniołami), ale nie ma konieczności, by one istniały. Bóg mógł ich chcieć i stworzyć je, ale mógł tego nie robić.

Publicysta puszcza jednak wodze fantazji i rozpoczyna rozważania, co mogłoby oznaczać istnienie istot pozaziemskich. Szybko dochodzi do wniosku, że nie byłyby one równe człowiekowi:

Jeśli Chrystus stał się człowiekiem, to nie mógł jednocześnie stać się kosmitą, wcielić się w jakąś inną istotę inteligentną. Słowo stało się Ciałem, jednym Ciałem, stało się człowiekiem, więc nie może już stać się kosmitą. Połączenie Boga i człowieka jest bez zmieszania, ale i nierozerwalne.

Tomasz Terlikowski zastanawia się także, czy ewentualni kosmici wierzą w Boga. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że jeśli kiedykolwiek dane mu będzie stanąć z nimi twarzą w twarz, będzie ich ewangelizował:

Czy oznacza to, że istoty te znają historię Zbawienia? Tego oczywiście nie możemy być pewni. Bóg mógł ich prowadzić zupełnie innymi drogami, oni sami - jeśli pozostają istotami stworzonymi i inteligentnymi, mogli wybrać różnie. Jedno jednak nie ulega wątpliwości, że jeśli kiedykolwiek ich spotykamy, to będziemy - im także - głosić prawdę o Zbawczej Męce i Śmierci Chrystusa, będziemy ich ewangelizować, ukazywać im prawdę o Bogu i człowieku (jeśli już jej nie znają). Inna sprawa, że - jak na razie - to kwestia czysto teoretyczna, bowiem nic nie wskazuje na to, by kosmici mieli rzeczywiście istnieć. A wiele wskazuje na to, że jesteśmy we Wszechświecie absolutnie wyjątkowi.