Rumuński pasterz idzie na wojnę z Brukselą
Rumunia, jako najmłodsze dziecię Unii Europejskiej, bardzo serio podeszła do brukselskich norm i zakazała swoim pasterzom tradycyjnego wypędzania owiec na pastwiska górskie. A że redyk, czyli wypędzanie właśnie, to sprawa dla górali równie ważna jak dla nas oscypek, z pretensjami do Brukseli posyłają najbogatszego z nich.
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Od wieków rumuńskie owce pędziły przed siebie raz w góry, a raz w doliny. Wiosną w górę, jesienią w dół. Ten rok miałby być inny, bo Unia domaga się, by zwierzęta - podczas pobytu na hali - miały zapewnione schronienie. A gdzie w szczerym polu szukać dachu dla całego stada? - zastanawiają się pasterze. Jakby tego było mało, owce miałyby być... przewożone ciężarówkami. Rumuńskie władze nie protestują, tylko każą pasterzom dostosować się do unijnych norm.
A pasterze są wściekli, bo czują, że Unia doprowadzi owczarstwo do upadku. Najbogatszy z nich, Aron Tanasoiu, wybiera się do Brukseli, by negocjować. Jeśli niczego nie wywalczy, zbankrutować mogą tysiące ludzi, utrzymujących się z hodowli owiec.




















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!