10-letnia dziewczynka znajduje na placu zabaw prezerwatywę i prosi napotkanych dorosłych, by nadmuchali jej ten balonik. 12-letni chłopcy kupują na stacji benzynowej prezerwatywy i proszą przypadkowe osoby, by na bananie pokazały im, jak się ich używa. W ten sposób Rafał Betlejewski postanowił sprawdzić, czy potrafimy rozmawiać z dziećmi o życiu seksualnym. W pierwszym odcinku "Betlejewski. Prowokacje" nie zabraknie także mocniejszych akcentów. Jednym z nich jest relacja dziewczyny, która jako 8-latka zaczęła być gwałcona przez własnego ojca.

ANNA SOBAŃDA: Czy podjąłbyś się wytłumaczenia 10-letniej dziewczynce bawiącej się na placu zabaw prezerwatywą, że to, co trzyma w rączkach, to nie jest zwykły balonik?

RAFAŁ BETLEJEWSKI: Nie potrafię sobie wyobrazić, co bym zrobił w tej sytuacji, musiałbym stanąć z takim wyzwaniem oko w oko. Mogę jednak powiedzieć, że moim 10-latkom odpowiadałem na takie pytania. Dzieci bardzo szybko zaczynają interesować się tym, dlaczego tatuś wygląda inaczej niż mamusia, co to jest siusiak itd. Niestety główny problem w naszym społeczeństwie polega na tym, że dorośli nie chcą na takie pytania odpowiadać, a zamiast tego mówią dzieciakom, że nie powinno ich to interesować. Buduje się wokół seksualności tabu i z tego wynikają problemy.

Zastanawiam się, czy ludzie, którzy pojawili się w twoim programie, nie chcieli wyjaśniać dziecku, czym jest prezerwatywa, ponieważ obawiali się tego, że rodzice dziewczynki oskarżą ich o jej deprawowanie.

To całkiem możliwe. Ja ostatnio zamieściłem na Facebooku zdjęcie moich dzieci, zaznaczam, że w pełni ubranych, bawiących się w warszawskich fontannach. I wyobraź sobie, że Facebook zablokował mi konto na miesiąc uznając, że jest to treść pedofilska. Jako rodzic zostałem postawiony w sytuacji, w której zarzucono mi przekroczenie granic dobrego smaku. Niestety żyjemy w społeczeństwie, które ma duże problemy z określeniem swojego stosunku do dziecięcej seksualności. Dzieje się tak dlatego, że odkryliśmy, iż są ludzie o skłonnościach pedofilskich, poznaliśmy różne bulwersujące historie o księżach, opiekunach czy nauczycielach dopuszczających się wobec dzieci tego typu zachowań. Z drugiej strony nie wiemy, jak odróżnić zainteresowanie dziećmi mające podłoże seksualne, od zainteresowania czułego, rodzicielskiego. Do tego dochodzi jeszcze cały świat religijny z różnego rodzaju tabu i seksualnymi restrykcjami. Żyjemy w daleko posuniętej konfuzji.

Tymczasem jak wynika z twojego programu, edukacja seksualna odgrywa ogromną rolę w zapewnieniu dzieciom ochrony przed przemocą seksualną.

To jest chyba najistotniejszy element edukacji seksualnej. Bo wbrew temu, co sądzą niektórzy, ona nie polega na uczeniu dzieci masturbacji i nie rozbudza w nich nienaturalnego zainteresowania seksem. Takie przekonania ludzi wynikają z ich własnych, bardzo mizernych doświadczeń z edukacją seksualną, która często odbywała się w gronie rówieśników i miała zazwyczaj dość wulgarny charakter. Tymczasem najważniejszym elementem edukacji seksualnej jest edukacja antyprzemocowa dotycząca nie tylko tego, że dziewczynka jest narażona na przemoc seksualną, ale również tego, że chłopiec może być źródłem tego rodzaju przemocy. Ja byłem takim chłopcem, kiedy miałem 18 lat.

Nie wiedziałeś, co to jest przemoc seksualna?

Byłem, jak to nazywam, „odbezpieczonym chłopcem”. Uzyskałem dorosłość, miałem wyposażenie seksualne wszelkiego rodzaju, w tym wdzięk i pewną przebojowość, dzięki którym byłem w stanie doprowadzić się do każdego możliwego, absolutnie przekraczającego granicę przemocy seksualnej, zachowania wobec kobiet. Wydawało mi się, że jeśli będę bardziej natarczywy, przebojowy, jeśli kogoś okłamię w kwestii moich intencji, to wszystko będzie w porządku, ponieważ chodzi głównie o to, żeby zaciągnąć dziewczynę do łóżka. Kiedy pojawiały się dysproporcje uczuciowe i dziewczyna była bardziej zakochana, to uważałem, że można się nią zabawić. Będąc 19-20 letnim chłopcem nie miałem kompletnie żadnej wyobraźni i wiedzy na temat tego, że to mogą być zachowania bardzo głęboko krzywdzące. Bardzo bym chciał, żeby wówczas jakiś dorosły mężczyzna powiedział mi, że są takie momenty, w których powinna mi się zapalić czerwona lampka, a jeśli się nie zapali, a ja posunę się dalej, to najzwyczajniej w świecie mogę pójść do pierdla.

W Polsce gwałciciele rzadko trafiają za kratki, a co dopiero sprawcy innych form przemocy seksualnej.

To prawda, ale niektórzy jednak siedzą. Wśród nich są też ludzie, którzy siedzą za gwałt małżeński, ponieważ mężowi nie przyszło do głowy, że jeżeli żona mówi „nie”, to on nie może chwycić jej mocniej i zgwałcić. Dużą rolę przykłada się do ostrzegania dziewczynek przed tym, że mogą stać się ofiarami przemocy seksualnej. Jeśli zaś chodzi o chłopców, edukacji w tym zakresie nie ma żadnej. Tymczasem naturalny odruch, o którym mówią seksuolodzy jest taki, że mężczyzna, który dokonuje przemocy fizycznej na kobiecie, nie jest w stanie utrzymać wzwodu. Natomiast u części mężczyzn sytuacja jest odwrotna, czyli podniecenie pojawia się wówczas, gdy muszą się z kobietą siłować, czy szarpać – to są naturalni gwałciciele. Gdyby ktoś powiedział mi o tym, gdy miałem 16 lat, uznałbym to za bardzo interesujące. Ktoś powinien wytłumaczyć tym młodym chłopakom, że jeśli dziewczyna mówi nie, opiera się, a ty mimo to przesz dalej i cię to jara, to znaczy, że coś jest nie tak i powinieneś z kimś o tym porozmawiać. To jest bardzo proste przesłanie, które można byłoby sprzedać na jednej lekcji i dalej z tym pracować. Tymczasem wyniki badań przeprowadzonych przez Fundację Ster pokazują, że 90 proc. kobiet w Polsce doświadczyło jakiejś formy przemocy seksualnej.

Spotkałam się z opiniami, że te badania są zakłamane, ponieważ uwzględniają zachowania, które nie są przemocą seksualną, tylko żartem czy wygłupem.

To są reakcje mężczyzn, którzy uważają, że nie ma niczego złego w powiedzeniu koleżance z pracy, że ma fajne piersi, a klepnięcie kelnerki w tyłek to nie przemoc. To jest ta kultura, którą powinniśmy zmienić.

Jak ją zmienić, kiedy znaczna część społeczeństwa uważa, że edukować seksualnie dzieci mogą wyłącznie rodzice w domu?

Konieczna jest praca u podstaw. Ja prowadzę bloga dotyczącego przemocy seksualnej, zrobiłem też ten program. Trzeba o tym głośno mówić. Nie rozumiem, dlaczego kwestia edukacji seksualnej miałby być wyjęta z programu nauczania w szkole. Może wyjmiemy zatem z niego także naukę o stworzeniu świata, bo są przecież różne teorie na ten temat. To trochę tak, jakbyśmy zabronili edukacji kulinarnej w szkole, bo rodzice mają prawo edukować swoje dzieci w kwestii tego, co one mają jeść. Co jest takiego szczególnego w seksie, że nie może on podlegać normalnej rozmowie i edukacji? Moim zdaniem, to nauka jak każda inna.

"Betlejewski Prowokacje 4." Odc. 1 "Edukacja seksualna dzieci i młodzieży" - premiera 4 września 2016 godz. 22:00 TTV