Anna Sobańda: W wiosennej ramówce TVN wraca "Mamy Cię!". Skąd pomysł na przywrócenie formatu sprzed 11 lat?

Edward Miszczak: Są takie programy, bardzo uniwersalne, których forma się nie wyczerpuje, wyczerpuje się tylko casting. Kiedyś tak było z "Tańcem z gwiazdami" i właśnie z "Mamy Cię!". Ta formuła się nie zestarzała, tylko nie mieliśmy już fajnych bohaterów do wkręcenia. 11 lat to jest wystarczająca przerwa, żeby pojawili się nowi, zaś miniaturyzacja telewizji pozwala na łatwiejsze wkręcanie. Pojawi się dwóch nowych prowadzących (Marcin Prokop i Szymon Hołownia – przyp. red.), bardzo odważnych w sensie kontaktu z ludźmi, także myślę, że to jest bardziej nowy, niż stary program.

Czy stacja nie rozważała powrotu do poprzedniego prowadzącego, czyli Szymona Majewskiego?

Myślę, że nie nadszedł jeszcze ten czas, chociaż uważam, że za długo razem pracowaliśmy, żebyśmy do siebie nie wrócili. Ja tak myślę, ale oczywiście trzeba jeszcze takiego myślenia z drugiej strony.

CZYTAJ WIĘCEJ: To Prokop zastąpi Majewskiego w "Mamy Cię!"? >>>

Kolejną wiosenną nowością na antenie TVN będzie show "Mali Giganci". Nie obawia się pan kontrowersji wokół tego programu, zarzutów, iż show robione jest kosztem dzieci, naraża je na duży stres i silne emocje?

Myśmy nie wymyślili tego formatu, on przyszedł do nas po wielkich sukcesach, jakie odniósł najpierw w Ameryce Południowej, a później w Hiszpanii. Dużą popularnością cieszył się właśnie w takich rodzinnych krajach. Dlatego myślę, że będzie to też fajna oferta dla polskiej widowni. To jest program pod specjalnym nadzorem, przygotowany zgodnie z wieloma procedurami, zapewniona jest opieka psychologiczna, nie ma nagrań na żywo, wszystko jest przygotowywane, wcześniej nagrywane i montowane właśnie z myślą o bohaterach. Tu nikt nie przegrywa, wszyscy wygrywają. A o tym, że ktoś odpada, nie mówimy - skupiamy się na wygranych. Jest też dużo nagród, więc myślę, że jakiegoś dużego niebezpieczeństwa nie ma.

CZYTAJ WIĘCEJ: Wojewódzki w "Małych Gigantach": Jest na tyle inteligentny, że nie będzie okrutny >>> 

Czy Kuba Wojewódzki, mający opinię jednego z najsurowszych jurorów, poradzi sobie z ocenianiem dzieci?

Kuba to jest człowiek różnych twarzy i różnych punktów widzenia. On świetnie rozmawia z dziećmi, traktuje je jak dorosłych.

Czyli dzieci mniej się boją Kuby Wojewódzkiego niż dorośli?

Dzieci generalnie mniej się boją występu. To nieprawda, że dla nich jest to gigantyczny stres. Nawet jak przegrają i pojawi się tam łezka, to duża torba nagród załatwia cały problem.

Jakiś czas temu wydawało się, że nadchodzi zmierzch programów typu talent show, tymczasem okazuje się, że stare mają się dobrze i wciąż pojawiają się nowe. Czy to oznacza, że w obliczu ewolucji, jakiej podlegają media, pozycja telewizji pozostaje niezagrożona?

To jest tak, że mrugające obrazki zawsze będą najważniejsze, bo nie wymyślono niczego nowego. Internet miał zabić telewizję, a okazało się, że jest tylko rurociągiem. To jest tylko sposób dystrybucji obrazu. Dlaczego inna kultura obrazka występuje w telewizji, a inna w Internecie? To wszystko sprowadza się do środków finansowych. Dziś producentów z Internetu nie stać na środki, które wkładają w swoje produkcje duże, mainstreamowe kanały. To jest bardzo często sprowadzone do pieniędzy, pomysłu, jakości. Owszem pojawiają się media społecznościowe, umożliwiające komentowanie programów w trakcie ich emisji, to jest kompletnie inny model konsumpcji, ale ciągle tej samej telewizji.

Ale jednak model oglądania telewizji się zmienia.

To jest zależne od bardzo wielu rzeczy. Do 20 roku życia i po 50 roku życia jest bardzo zindywidualizowany odbiór telewizji, ale pomiędzy jest kanapa, czyli spędzamy czas razem, dyskutujemy. Ja teoretycznie nie jestem w grupie docelowej TVN, bo jestem po 50-tce. Ale ta oferta do mnie trafia, bo żyjąc przez wiele lat w PRL-u, jestem takiej oferty złakniony. Wszyscy koledzy, którzy przyjeżdżają do mnie zza granicy, nazywają mnie gadżeciarzem, bo ciągle mam nową komórkę, nowy samochód, nową zabawkę. Ale ja mówię wówczas swojemu zagranicznemu koledze, że jak on miał cały pokój zabawek, ja miałem tylko jednego pieprzonego konika. Jestem więc takich zabawek złakniony. Dlatego ten wiek z metryki nie jest dziś taki ważny. Dziś młodość jest też po 40-tce. To jest bowiem taki wiek, kiedy mnie na więcej stać, świadomie wydaję swoją kasę, reaguję na informację, korzystam z kultury. Ta nasza widownia wielkomiejska, bo ona jest głównie z dużych miast, chce innego wzorca, innego sposobu konsumpcji, innego podejścia do informacji, to wszystko trzeba przy formułowaniu ramówek uwzględniać.

Panie Edwardzie, czy wiosenna ramówka 2015 to ostatnia w barwach TVN? Mówi się bowiem, że jest pan jednym z poważniejszych kandydatów na stanowisko prezesa Telewizji Polskiej.

Widzi pani, to są same insynuacje. Ja mam podpisany 5-letni kontrakt z TVN-em, to jest moja stacja i niczym innym się nie zajmuję.

Po zmianie właściciela TVN przyszłość w tej stacji może być jednak niepewna.

Pani myśli, że nowi właściciele będą chcieli mieć gorszą stację? Ja jestem przekonany, że dziś na rynku jak się coś nie psuje, to się tego nie zmienia. Jesteśmy bardzo dobrą stacją i tylko zmieniamy właściciela. Wszyscy chcą, żebyśmy kwitli i rozwijali się dalej, tak więc ja jestem optymistą.

Nie obawia się pan, jak przejęcie sterów przez firmę zza granicy wpłynie na TVN?

To dzisiaj nie tak wygląda. To nie jest tak, że główny głos płynie z Nowego Jorku, Monachium czy innego miasta. To jest ogromna inicjatywa lokalnych aktywności. Tu chodzi generalnie o to, żeby w zintegrowanym budżecie, w zintegrowanych finansach i w biznesplanie wszystko się zgadzało, a lokalni Aborygeni najlepiej wiedzą, jak zajmować się lokalnym rynkiem. W tej kwestii również więc jestem optymistą. 

Edward Miszczak - polski dziennikarz telewizyjny i radiowy. Jeden z twórców radia RMF FM. Dyrektor programowy TVN od 1998 roku. Od 12 listopada 2012 r. członek Zarządu TVN S.A.