Czesław Mozil w rozmowie z dziennikarzem portalu gazeta.pl, nie krył swojego oburzenia w związku z niedostatkami i brakiem profesjonalizmu organizatorów festiwalu w Opolu:

Z góry zaznaczam: nie zależy mi na tym, żeby robić dym, ale fascynuje mnie to, że festiwalowi z taką piękną tradycją i takim zapleczem, dupę ratuje sztab techniczny, bo na pewno nie ludzie, którzy go organizują. Wyobraź sobie: cztery dni wcześniej przyjeżdżam na próbę ze swoimi muzykami i na miejscu okazuje się, że nikt nie wie, ilu nas jest, jakie piosenki będziemy grać, w jakim są klimacie, mimo że dwa miesiące wcześniej wszyscy o to pytali, a my na wszystko mailowo odpowiadaliśmy. Później przyjeżdżamy i okazuje się, że nikt nic nie wie. - wyjaśnił muzyk.

Czesław zaznaczył jednocześnie, że nie żałuje swojego przyjazdu do Opola, trudno mu jednak zrozumieć takie niedociągnięcia w organizacji festiwalu:

Nie chciałbym, żeby ktoś mnie źle zrozumiał: jestem niezwykle dumny z tego, że stałem się częścią tego festiwalu, ale brak profesjonalizmu w Opolu poraża. Wystarczył zresztą rzut oka na nasz występ. Gramy, kamera idzie i nagle nasz gitarzysta zostaje zasłonięty bananami. Rozumiem, że telewizja chciała, żebym to ja stał na środku i śpiewał, ale ja jestem częścią zespołu i tego nie zmienię.

Mozil za niedorzeczne uważa zaś zarzuty, jakoby krytykował organizowane przez TVP Opole, ponieważ na co dzień jest gwiazdą TVN-u:

Absurdalne wydaje mi się, jak ktoś mi zarzuca, że reprezentuję tutaj TVN. Tydzień wcześniej byłem na TOPtrendach (imprezę organizuje Polsat), gdzie byłem tylko gościem Heya, ale wszyscy i tak wiedzieli, co śpiewam, jak zaśpiewam i nie było z tym żadnego problemu. Telewizja Polska wciąż chyba jest przekonana, że jest jedyną stacją telewizyjną w tym kraju. Nie potrafię ogarnąć, jak program telewizyjny, który leci na żywo, może mieć godzinne opóźnienie. Efekt był taki, że w pewnym momencie za sceną zrobił się po prostu bar, ludzie zaczęli pić, wszystko zaczęło się sypać.

Muzyk odniósł się także do szeroko krytykowanego występu Joanny Moro. Jego zdaniem, to nie do końca sama aktorka jest odpowiedzialna za tą wpadkę:

Zastanawiam się tylko, jak to możliwe, że nikt nie powiedział Joannie Moro, że coś jest nie tak. Ktoś w telewizji doszedł do wniosku, że skoro serial jest na topie, to ona musi zaśpiewać. Efekt jest taki, że nagle cały ten serial, cała ta pozytywna atmosfera, jaka wokół niej i wokół Anny German się wytworzyła, w jednej chwili zgasła. Tu nawet nie chodzi o to, że Joanna zafałszowała. To organizatorom zabrakło rozsądku.

Na koniec Mozil został zapytany, co zapamięta po tegorocznym festiwalu w Opolu:

Widok przypadkowych, pijanych osób w strefie VIP-owskiej - czyli w strefie świętej, miejscu, gdzie artyści powinni czuć się bezpiecznie - i moment, kiedy Pan Andrzej Grabowski nie mógł opędzić się od jakiegoś pijanego faceta na zapleczu. Czyli według mnie w każdym elemencie, od backstage'u do realizacji, tym festiwalem rządzi przypadek.