Holland dla dziennik.pl: Polską historią warto byłoby potrząsnąć

| Aktualizacja:

Najnowsze dzieło Agnieszki Holland, film "Gorejący krzew" opowiada o samospaleniu czeskiego studenta Jana Palacha i nastrojach społecznych, jakie wywołała jego radykalna forma protestu przeciwko inwazji sił Układu Warszawskiego na Czechosłowację. W rozmowie z portalem dziennik.pl, reżyserka zdradziła, jak odbierała czyn Palacha, będąc w tamtym okresie studentką praskiego uniwersytetu i dlaczego jej zdaniem, taką historią nie byłaby zainteresowana polska telewizja publiczna .

wróć do artykułu
  • ~Artur
    (2013-03-01 22:22)
    Sobą niech pani potrzasnie
  • ~cdc
    (2013-03-01 22:11)
    jeszcze jedna glupio-madra. o Ojczyzne trzeba dbac kobieto a nie w imie poprawnosci niszczyc.jakos nie przyjdzie do glowy tym debilom cos pozytywnego oPolsce zrobic. niemcy nawet ze swoich mordercow robia bohaterow w filmach. ucz sie babo i zob cos dla Polski
  • ~Genitaliusz
    (2013-03-01 23:07)
    Kiedy powstanie film o współpracy żydów z aparatem komunistycznym ?
  • ~aaa
    (2013-03-01 23:04)
    tak a także historią AZRAELA USA i wielu "prominentnych" rodzin.

    buahahhah
  • ~warto potrząsnąć historią
    (2013-03-01 22:33)
    Tak, szczególnie zająć się rolą polskich Żydów, wysługujących się bolszewikom, odpowiedzialnych za zsyłki i śmierć wielu Polaków.
  • ~mg
    (2013-03-01 22:44)
    Pełno tej baby wszędzie i jej wypocin ble,ble.ble!!!
  • ~asew
    (2013-03-01 22:50)
    Takimi wypowiedziami Żydzi budują antysemityzm.
  • ~Polanski
    (2013-03-01 22:57)
    To ta Pani od zdjęć na rękach Bieruta? Miodzio!!!
  • ~jarus
    (2013-03-01 23:06)
    trzasc to se mozesz np. jablonka, zeby ci np. jablko albo inny owoc drzewa zlego spadl...
    o historii trzeba mowic i owszem, ale kazdy ma swoja prawde.
    idz kobito moze lepiej potrzasnij bracmi i siostrami w Izraelu, zeby wreszcie przestali mordowac Palestynczykow.
  • ~xxx
    (2013-03-01 15:19)
    Powiedzcie mi, czy to jest temat na pół ekranu? Czy nie ma lepszych? Co znowu jakaś zadyma informacyjna dyskredytująca TVP? Może po wczorajszych programie Pospieszalskiego o żołnierzach wyklętych z bohaterami wywiadów (albo ich braku) ze strony braci Michników, i z udziałem strony "prawicowej", bardziej wolnego dziennikarstwa? Żołnierze Szechtera w akcji? O co chodzi?
  • ~historyk
    (2013-03-01 14:57)
    Jest ogromna roznica miedzy Czechami i Polakami, choc to dwa narody slowianskie. Czesi zbudowali sobie wysokotechnologiczne panstwo, a Polacy nie. Jednym z powodow tej roznicy jest to, ze Czesi maja szacunek dla samych siebie i nigdy w historii czeska armia nie zrobila tego co Ludowe Wojsko Polskie, ktore kilkakrotnie masakrowalo strajkujacych polskich robotnikow. Na to, aby zlamac Czechow, to ZSRR musial zaatakowac Czechy militarnie - z pomoca m.n. Polakow. Natomiast w Polsce to Polacy mordowali Polakow, aby utrzymac w Polsce radzieckie panowanie. Nastepnie tzwn. "okragly stol" ustabilizowal przegnily polski uklad postkomunistyczny i to doprowadzi do tego, ze juz niedlugo Polacy znowu beda mordowali Polakow.
  • ~historyk
    (2013-03-02 18:17)
    No to zacznijmy potrząsać tą historią i poczekajmy jakie owoce zaczną spadać wiedząc, że najpierw spadają te robaczywe
  • ~1963
    (2013-03-02 09:46)
    Śmiało, niech pani potrząsa. Najlepiej o czasach stalinowskiego terroru, genezy i udziału w tym syfie pani braci i siostr z pejsami do ziemi.
  • ~J.R.Nowak
    (2013-03-01 17:12)
    Współczucie dla mordercy z SB
    Ateistka A. Holland, pełna niechęci do katolicyzmu, bez skrupułów sięgnęła po temat heroicznej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki, głównie dla celów komercyjnych. Celów bardzo wyraźnie odciskających swe piętno na twórczości filmowej A. Holland, w szczególności na jej filmach kręconych po pozostaniu na Zachodzie w grudniu 1981 roku. Przy tym nastawieniu A. Holland na komercję, nie mówiąc o jej zajadłej niechęci do Kościoła, nieważne były prawdziwe fakty o męczeństwie słynnego katolickiego księdza. W recenzji poświęconej filmowi Holland "Zabić księdza" Maciej Pawlicki pisał: "Centralną postacią filmu jest nie ofiara, ale kat, nie ksiądz Popiełuszko, ale jego zabójca, kapitan Piotrowski. Historia opowiedziana zostaje z jego punktu widzenia, przez jego decyzje i jego działania" (por. recenzja M. Pawlickiego "Zabić znaczy przegrać", "Tygodnik Kulturalny" z 26 lutego 1992 roku).
    Stefan Mucha w recenzji w tygodniku "Ład" (12 listopada 1989 r.), przedrukowanej z drugoobiegowego pisma młodych katolików "Nowa" (nr 5-6 z 1989 r.), również dał wyraz swemu bardzo krytycznemu stosunkowi do filmu "Zabić księdza", pisząc m.in.: "Niestety, film nie podobał mi się od początku do końca. Raził, drażnił i denerwował, po prostu rozczarował. (...) Agnieszka Holland twierdzi, że po skończeniu filmu była bardzo zmęczona odpowiedzialnością przed wszystkimi: Watykanem, Polakami, księżmi, producentami i dystrybutorami. Skoro więc czuła się przede mną, jako Polakiem, odpowiedzialna, to mam prawo uważać, że lepiej, gdyby tego filmu nie zrobiła".
    Maciej Pawlicki w cytowanej już recenzji z filmu "Zabić księdza" tak konkludował, komentując skutki współpracy Holland z komercyjnymi producentami zachodnimi: "(...) Wyraźnie widać, że Holland wielokrotnie iść musiała na kompromisy, które niekiedy niebezpiecznie zbliżają się do granicy dobrego smaku".
    Ta skłonność do ciągłych wielkich kompromisów z komercją cechuje ciągle filmy Holland, choćby jej najbardziej okrzyczany film "Europa, Europa", tworzony wyraźnie według różnych uproszczonych stereotypów. Obok ciekawej postaci głównego bohatera Szymona Perela, młodego Żyda ratującego się dzięki udawaniu Niemca i działającego w Hitlerjugend, obserwujemy obraz młodego Polaka - "antysemity", który płaci w końcu śmiercią za swą antysemicką zajadłość i obraz dobrego Niemca. W "Przeglądzie Tygodniowym" z 29 marca 1992 r. komentowano film "Europa, Europa" jako kolejny dowód na to, że Agnieszka Holland "(...) idzie na bardzo poważne kompromisy z koniunkturalnie reagującym tzw. widzem masowym (...)".
    Komercyjne względy maksymalnie oddziaływały również na późniejsze filmy A. Holland. Nader typowy pod tym względem był jej głośny obraz "Kopia mistrza" (o Beethovenie). To maksymalny skok w komercję na użytek amerykańskiego widza.
  • ~ula
    (2013-03-01 17:08)
    Czerwone dynastie - Fobie Agnieszki Holland



    Reżyser filmowa Agnieszka Holland należy do najbardziej fanatycznych wyrazicielek fobii antyreligijnych i antypatriotycznych. Łączy je z ciągłym tropieniem antysemityzmu, zajadłą wrogością do prawicy i grubiańskimi atakami na rządzących dziś polityków PiS. W wywiadach udzielanych przez Holland wciąż spotykamy się z negatywnymi uogólnieniami na temat Polaków jako Narodu, który jest rzekomo niedojrzały, antysemicki i ksenofobiczny, przesycony płytką nierozumną religijnością, etc., etc. Z taką werwą karcąca Polaków A. Holland faktycznie kontynuuje metody fanatycznej agitacji komunistycznej swych rodziców Henryka Hollanda i Ireny Rybczyńskiej. Ta para stalinowców z zajadłością uczestniczyła w nagonkach na nonkonformistycznych naukowców, m.in. w haniebnym donosie na znakomitego polskiego naukowca - profesora Władysława Tatarkiewicza.

    23 grudnia 2006 r. Agnieszka Holland udzieliła obszernego wywiadu dziennikarzowi "Gazety Wyborczej" Romanowi Pawłowskiemu dla dodatku "Wysokie Obcasy". Wywiad zatytułowany eufemicznie "Wszystko o moim ojcu" stanowił w znaczącej części stek kłamstw na temat ojca A. Holland. Prawdziwie rzetelny tytuł wywiadu mógłby brzmieć raczej: "Wiele kłamstw o moim ojcu". Jaskrawym kłamstwem jest chociażby stwierdzenie dziennikarza "Wyborczej" R. Pawłowskiego sugerujące, że Henryk Holland jakoby tylko "Przez chwilę był wierzącym stalinistą (...)". Otóż ta rzekomo króciutka "chwila" trwała w życiorysie Hollanda aż dziewiętnaście lat - od jego związania się w 1934 r. ze zdominowanym przez stalinistów polskim ruchem komunistycznym aż do jego brutalnego ataku w 1953 r. na naukowe dokonania nieżyjącego wówczas od wielu lat słynnego filozofa Kazimierza Twardowskiego. Wyjątkowo bezczelnym kłamstwem jest stwierdzenie Holland na temat udziału jej ojca w relacjonowaniu dla Polskiego Radia sfabrykowanego procesu politycznego László Rajka w 1949 roku. A. Holland stwierdziła, broniąc zachowania jej ojca: "Wiem od mamy, że doświadczenie tego procesu było dla niego przełomowe". Sugerowała w ten sposób, że H. Holland pod wpływem doświadczeń procesu zmienił się w sposób "przełomowy", czyli nabrał głębokiego krytycyzmu wobec stalinizmu. Prawda była z gruntu odmienna. Właśnie po procesie L. Rajka w 1949 r. doszło do największych stalinowskich świnień w życiu H. Hollanda, m.in. do udziału w 1950 r. w podłym donosicielskim liście otwartym do prof. W. Tatarkiewicza, "zdemaskowaniu" w tymże 1950 r. jednego ze studentów jako "niebezpiecznego wroga" czy do późniejszego o trzy lata, brutalnego, paszkwilanckiego ataku H. Hollanda na twórczość prof. K. Twardowskiego (1953 r.).
  • ~Prawda
    (2013-03-02 11:22)
    Do 1956 r. Holand był Stalinowcem, a potem zmienił marynarkę i został rewizjonistą! Syjonistą zaś był zawsze!
  • ~dzidek
    (2013-03-02 11:18)
    Jakoś reżyserce umknął fakt, że pięć miesięcy wcześniej samospalenia (z tych samych powodów) dokonał Ryszard Siwiec.
    P.S. "Najnowsze dzieło" - sugeruje, że jest reżyserką, a ona jest producentem.
  • ~armand & mirro
    (2013-03-02 11:18)
    Kurka wodna... Uwaga okazja -- ogłoszenie handlowe -- FUTRA z Florydy, tanio... z dostawą do Polski... Pytajcie w strukturach PO -- najszersza siec dystrybucji w Polsce...
  • ~kasienka
    (2013-03-02 11:12)
    Moze by tak potrzasnela historie zbrodniczej dzialalnosci Leona Chajna, Romana Romkowskiego ( Natana Grunspan - Kikiela), Anatola Fejgin (syna Mose i Marii Kacenelenbogen), Brystygierowej, Jozefa Swiatlo ( Jakuba Fleicha), Jozefa Rozanskiego (Goldberga), Blumsztajnow, etc..etc...etc ...POtrzasaj niewiasto... POtrzasaj!
    ps..gdzie zniknal wpis podpisany ("co zrobic zeby sie nie narobic")
  • ~ula
    (2013-03-01 16:44)
    50 lat temu w Warszawie huczało od plotek na temat tajemniczej śmierci Henryka Hollanda. Ten socjalistyczny dziennikarz, członek PZPR, lekarz, filozof i socjolog, ojciec reżyserki Agnieszki Holland, wypadł z okna na szóstym piętrze, kiedy SB przeprowadzało u niego rewizję. O co był podejrzany? Jak naprawdę zginął?

    Przeczytaj wcześniejsze felietony Marty Tychmanowicz

    Pogrzeb Henryka Hollanda zorganizowany w tydzień po jego śmierci – w ostatnich dnia grudnia 1961 roku –stał się milczącą demonstracją przeciwko łamaniu prawa przez aparat bezpieczeństwa PRL. Ówczesne władze zrobiły wiele, żeby na ceremonię przybyło jak najmniej ludzi – m.in. zabroniono publikacji nekrologu, a kiedy w końcu się pojawił, to zabrakło w nim podstawowych informacji, nie wiadomo było, kim był zmarły oraz gdzie i kiedy odbędzie się pogrzeb. Mimo to w pogrzebie wzięło udział około 250 osób, a wszystkie redakcje, włącznie z „Trybuną Ludu”, przysłały delegacje i wieńce. Uczestnicy pogrzebu, którzy stawili się na cmentarzu na Powązkach, stawali się automatycznie podejrzani – kilka dni później niektórych od razu wezwano na przesłuchania. Większość żałobników uznawała okoliczności śmierci Henryka Hollanda za niejasne, istniało przekonanie, że dziennikarz padł ofiarą rozgrywek politycznych i został zabity na zlecenie władz PRL, a winę za jego śmierć ponosi pierwszy sekretarz partii Władysław Gomułka.

    12 listopada 1961 roku Henryk Holland poszedł odwiedzić swoje dwie córki mieszkające z jego byłą żoną Ireną Rybczyńską i jej drugim mężem Stanisławem Brodzkim. Tu dowiedział się, co się wydarzyło dwa tygodnie wcześniej w Moskwie na XXII zjeździe KPZR. Największą sensacją zjazdu było radykalne potępienie stalinizmu, ale najbardziej interesującym wydarzeniem było spontaniczne przemówienie Chruszczowa, który wygłosił podczas przyjęcia na 1200 osób. Chruszczow opisał okoliczności śmierci Stalina, spisek przeciwko Berii i kulisy nieudanego odsunięcia od władzy jego samego.

    Tego samego dnia Henryk Holland odwiedził warszawskiego korespondenta „Le Monde” Jeana Wetza i jego żonę, z którą przyjaźnił się od dwudziestu lat. Opowiedział im zasłyszaną anegdotę o Chruszczowie, którą Wetz spisał. Holland nie był zachwycony, że dziennikarz chce ją wykorzystać, ale ostatecznie zgodził się pod warunkiem, że Wetz ukryje jej pochodzenie. Holland słusznie obawiał się, że skompromitowałoby to członków polskiej delegacji (którzy przywieźli te rewelacje z Moskwy).

    Przebiegły Wetz przekazał informacje dziennikarzom z „Daily Express” i Reutera i pozwolił, żeby to oni pierwsi opublikowali materiały, zaznaczając, że pochodzą z Berlina Wschodniego i Moskwy. Sam przesłał swój artykuł do redakcji jako ostatni. Nic to jednak nie dało. Mieszkanie Wetzów było na podsłuchu i SB wiedziało o przecieku, jeszcze zanim materiały pojawiły się w prasie zachodniej. Gomułka wściekł się, twierdząc, że sprawa zaszkodziła przyjaźni z ZSRR i wywołała negatywny oddźwięk zagranicą. Sprawę Hollanda skierowano do prokuratury wojskowej, zaś Wetza wkrótce wydalono z Polski.

    Kilka dni przed świętami aresztowano Henryka Hollanda. Złożył obszerne i wyczerpujące zeznania, zaś prowadzący przesłuchania zachowywali się wobec niego uprzejmie, w przerwach częstowali go kawą i herbatą, dostarczyli lekarstwa, o które prosił (był chory na grypę). Funkcjonariusze SB byli pod wrażeniem erudycji, kultury i kontaktów osobistych podejrzanego. Po dwóch dniach intensywnego śledztwa trzeba było podjąć ostateczną decyzję wobec Hollanda – ta należała do Gomułki. Najpierw kierownictwo partii zdecydowało o zwolnieniu dziennikarza, ale nie minęła nawet godzina kiedy ostatecznie kazano go aresztować, a wcześniej przeprowadzić rewizję.

    Dopiero wtedy Holland dowiedział się, o co jest formalnie podejrzany. Był 21 grudnia godzina 15.00, a on za dwie godziny miał już nie żyć. Był prawdopodobnie zszokowany surowością kary – za przekazywanie tajemnicy państwowej groziło mu co najmniej pięć lat więzienia, a nawet kara śmierci (o czym go oficer SB nie poinformował).

    Henryk Holland wraz z esbekami i tłumaczkami pojechali dwoma samochodami do jego mieszkania przy ulicy Nowotki w Warszawie (obecnie Andersa). Po drodze okazało się, że nikt poza aresztowanym nie zna dokładnie jego adresu, więc Holland musiał konwój pilotować. Choć był przygnębiony, to zachowywał się spokojnie i dopytywał o warunki w więzieniu, możliwości wyboru adwokata i czy będzie mógł pożegnać się z dziećmi. Po drodze poprosił o zatrzymanie się przy kiosku po Ekstra Mocne i zapałki, a w domu wstąpił jeszcze do sąsiadki, która robiła mu pranie.

    Kiedy w mieszkaniu znalazł się tylko jeden oficer i tłumaczka (inni byli jeszcze na zewnątrz), korzystając z zamieszania Holland podbiegł do otwartego okna, wskoczył na parapet i rzucił się przed siebie. Zginął na miejscu.

    O sprawie Hollanda depeszowali korespondenci DPA, AFP i UPI. Notki pojawiły się w prasie niemieckiej, francuskiej, amerykańskiej, brytyjskiej, belgijskiej, izraelskiej i polskiej emigracyjnej. Wspominały o nich w swoich raportach także ambasady Belgii, Holandii czy Stanów Zjednoczonych. Postać Henryka Hollanda przywoływał Stefan Kisielewski w powieści „Widziane z góry” (wydanej w 1967 w Paryżu, jesienią 2012 roku ukaże się w wyd. Prószyński i S-ka), wątki z historii ojca wykorzystała Agnieszka Holland w scenariuszu do filmu Andrzeja Wajdy „Bez znieczulenia” (1978).

    Jak pisze Krzysztof Persak, autor książki „Sprawa Henryka Hollanda”, oskarżenie Hollanda o szpiegostwo i skierowanie sprawy do prokuratury wojskowej było poważnym nadużyciem władz PRL świadczącym o tym, że gomułkowska Polska miała charakter dyktatury.

    Henryk Holland trafił do aresztu za błahą sprawę, jednak jej surowa interpretacja przez władze nie była przypadkiem jednostkowym, wręcz przeciwnie, wpisywała się w atmosferę polityki popaździernikowej, którą nie raz formułował Gomułka. Chodziło m.in. o ograniczenie wolności prasy (która w latach 1955–1956 pozwalała sobie na krytykę partii) oraz uniemożliwienie kontaktów z Zachodem (w tym definitywne zlikwidowanie przecieków poufnych informacji politycznych). W związku z tym zlikwidowano jedną czwartą ukazujących się tytułów prasowych (z których zamknięcie „Po prostu” odbiło się największym echem), zmieniono wielu redaktorów naczelnych i dziennikarzy. Po jakimś czasie przestał też działać klub Krzywego Koła – niezależny klub dyskusyjny skupiający różnych intelektualistów. Kina nie wyświetlały już tylu zachodnich filmów, a wydawcy musieli ograniczyć ilość przekładów literatury zachodniej. Henryk Holland – gorący zwolennik październikowych przemian – od 1957 roku zaczął odczuwać coraz większe naciski cenzury i publikował znacznie mniej.

    Śmierć Hollanda nie powstrzymała służb przed przeszukaniem jego mieszkania. W ręce organów bezpieczeństwa trafiła cała korespondencja, wizytówki, fotografie, notesy, kalendarze, pamiątki z podróży zagranicznych.

    W miesiąc po tragicznej śmierci Henryka Hollanda prokuratura umorzyła dochodzenie.