Jak się pracuje w "Mam Talent"?

Robert Kozyra: To naprawdę ciężka praca fizyczna i psychiczna. Nie sądziłem, że będzie tak ciężko. Najgorzej było podczas castingów. Wracałem do hotelu i nie mogłem zasnąć. Nie przewidziałem tego. Bardzo dużo myślałem o ludziach, których zobaczyłem na scenie. To przedziwne, bo nawet kilka tygodni później, stojąc pod prysznicem zastanawiałem się, kurcze dlaczego ta lub inna osoba nie weszła do półfinału. Nie sądziłem, że tak dużo czasu psychicznie poświęcę tym osobom. Myślałem, że przyjdę, siądę, ktoś wejdzie, a ja powiem, że mi się podoba lub nie, a okazuje się, że ja przeżywam ich życie.

Ale ocenianie ludzi jest chyba dla pana czymś normalnym.

Tak, ja to robiłem przez wiele lat. Gdy byłem szefem radia Zet, przez czternaście lat starałem się wyłowić talenty muzyczne, ale też dziennikarskie. Więc myślę, że mam do tego oko. Staram się osobom, które przychodzą do programu powiedzieć też coś merytorycznego, dlatego że dla nich są to czasami najważniejsze dwie minuty w życiu. Nie można tylko i wyłącznie obrócić tego w żart.

Kiedyś jednak oceniał pan w zaciszu gabinetu, teraz patrzą na to miliony widzów. Jaka jest różnica?

Ten program to duża machina i duże przedsięwzięcie, pracuje na to ponad 150 osób. Natomiast to jest też tak, że jeśli ktoś przychodzi i nie ma talentu, ale widzę, że ma kruchą osobowość, to nie mogę mu powiedzieć czegoś bardzo mocnego, dlatego że on być może się zamknie i nigdy nie będzie czegoś tam robił. A tak naprawdę, sam show telewizyjny nie jest wart tego by łamać komuś życie. Choć czasem mówię też ostre rzeczy. Jestem i łagodny i ostry. Poza tym często myślę o tym, że to są amatorzy, profesjonalistów ocenia się inaczej. Ja nie miałem nigdy problemu ze srogim ocenianiem profesjonalistów, ale z amatorami trzeba jednak zastosować inną technikę.

A skąd pomysł na ten romans z telewizją?

Edward Miszczak zadzwonił do mnie i mi to zaproponował. To dobra telewizja, dobry format, więc pomyślałem – dlaczego nie. Dla mnie to też wyzwanie, uczę się czegoś nowego. Podjąłem wyzwanie i na razie jest fajnie.


A nie był to po prostu głód mediów? Zawsze się o panu mówiło – zwierzę medialne.

Nie. Gdy skończyłem pracę w radiu, to już nie chciałem nic robić, chciałem tylko wreszcie cieszyć się życiem. Gdy poszedłem do radia miałem 26 lat, a gdy z niego wyszedłem miałem 41. Pomyślałem sobie, co ja robiłem przez te 14 lat, gdzie mi ten czas minął? Trochę teraz żałuję. Znajomi w tym czasie robili wiele fajnych rzeczy, cieszyli się życiem. Więc i ja wreszcie postanowiłem się nim cieszyć. Ten program to fajna przygoda. Dodatkowo jeszcze przecież gram w "Czasie honoru".

To już w ogóle mnie zaskoczyło!

To była fajna zabawa i fajnie wyszło. Propozycja wyszła od producenta Michała Kwiecińskiego. A w tym sezonie moja rola została jeszcze rozbudowana i jest jednym z głównych wątków. Ale to też jest dla mnie po prostu przygoda. Zaczęło się od epizodu w "Hotelu 52", potem przyszedł "Czas honoru". Ale w międzyczasie dostałem też wiele innych propozycji zagrania w filmie. Przeczytałem scenariusz i on był idiotyczny, idiotyczne były słowa, które miałem wypowiadać, więc powiedziałem producentom – po co ja mam robić rzeczy niefajne, weźcie sobie do tego jakiegoś aktora. Ja teraz chcę robić tylko fajne rzeczy.

A nie bał się pan krytyki, wyśmiania?

Oczywiście, że się bałem. Ale miałem odwagę i spróbowałem. Powiedziano mi, że wyszło fajnie i jak mówiłem, nawet rozbudowano moją postać. Producenci stwierdzili, że jest fajna, ja to uniosłem, a reżyser mówi, że jest świetnie. Ja mu wierzę.

To teraz będzie pan aktorem?

Hmm. Niedawno dostałem kolejną propozycję, już do innego filmu. Jest fajny pomysł, zgodziłem się napisać do tego scenariusz jakby pode mnie. Jeśli okaże się, że to będzie fajne, to wezmę w tym udział. Namówiłem też Monikę Bellucci by zagrała w filmie Andrzeja Wajdy o Wałęsie. Wcześniej negocjowałem z Meryl Streep, ale się nie udało, bo ma wszystko zajęte do 2013 roku. Ale to też robiłem w ramach tego, że cieszę się życiem. To jest dla mnie fan, nareszcie mam w życiu fan. Teraz korzystam z życia, jeżdżę po świecie i się bawię.

A jak pan najlepiej wypoczywa?

Najlepiej z książką. Lubię czytać i najlepiej gdy nikt mi wtedy nie przeszkadza. A jeszcze jak jest plaża i słońce to jest to.

O czym pan teraz marzy?

Żeby mieć fajne i szczęśliwe życie, to jest najważniejsze. Gdy byłem szefem ciągle musiałem zarabiać pieniądze, zamykać budżety i robić różne rzeczy, które nie są fajne, choć niektórym wydaje się, że jest odwrotnie. Do tego była wielka odpowiedzialność. Teraz chcę wreszcie cieszyć się życiem i dobrze się bawić.

>>Czytaj także: Oto zakochana Grochola. Dużo zdjęć!