Mordercy, truciciele, rozpustnicy – to wiemy o Borgiach ze szkoły. Ty dostrzegłeś w ich historii coś nowego?

Reklama

Neil Jordan: Na przestrzeni wieków ukazywano ich w bardzo złym świetle. Mówi się, że historię piszą zwycięzcy, a więc negatywny wizerunek stworzyli wrogowie Borgiów. Jeśli spojrzymy na nich obiektywnie, to zobaczymy czterech lub pięciu niezwykłych członków rodziny. Każdy z nich jest sam w sobie ciekawą postacią.

Sądzisz, że losy tej rodziny są nadal aktualne?

Jej członkowie zachowują się jak rodzina Soprano albo klan Kennedych. Poza tym we współczesnym świecie religia znów zaczęła odgrywać dużą rolę. Ten trend obserwujemy od przeszło dwudziestu lat. W latach 60. i 70. zmierzaliśmy w stronę społecznej sekularyzacji. A dzisiaj religia znów stała się wszechobecna. Religia, polityka, brutalne metody walki, wojny i egzekwowanie władzy zawsze idą w parze. To właśnie jest głównym tematem serialu.

Czy to spodoba się współczesnym widzom?

Na pewno, bo serial opowiada fascynującą historię o Rzymie, papieżu, religii, o konflikcie między władzą świecką a duchową, o epoce renesansu. Bardzo cieszę się, że mogłem przedstawić choćby wycinek historii Włoch doby odrodzenia. Głównymi bohaterami serialu są członkowie rodziny, która prowadzi bezpardonową walkę o władzę – i to nie byle jaką – dążą do przejęcia wpływów nad ośrodkiem władzy ówczesnego świata. Walczą także o swoje przetrwanie. W końcu realizują swój cel, ale płacą za to ogromną cenę. To uniwersalna i ponadczasowa historia.

Jakie problemy wiązały się z odtworzeniem realiów renesansowych Włoch?

To było niezwykle trudne zadanie. Z drugiej strony, technologia cyfrowa daje nam wiele nowych możliwości i doskonale sprawdza się na ekranie. Zdjęcia były realizowane na terenie węgierskich studiów filmowych, w których zbudowaliśmy plany przypominające kostkę Rubika. Uzupełnialiśmy je o elementy animacji komputerowej. Wszystko było zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach, by uzyskać jak najlepsze efekty na ekranie. Muszę przyznać, że wynik przerósł moje najśmielsze oczekiwania.



Renesans był po surowym średniowieczu okresem rozluźnienia moralnego. Czy pokazałeś to w "Rodzinie Borgiów"?

Tak, ale w stonowany sposób. Mogłem nakręcić na podstawie kwiecistych opisów obyczajów epoki nową wersję "120 dni Sodomy" Pasoliniego. Ale sceny orgii zawsze wydawały mi się komiczne, zwłaszcza jeśli ich uczestnicy noszą stroje z innej epoki. "Rodzina Borgiów" to opowieść o polityce, władzy i religii. To historia grupy ambitnych ludzi o niezwykłej sile przebicia, i to właśnie ich chciałem w serialu pokazać.

Kostiumy robią jednak duże wrażenie. Kto jest ich twórcą?

Gabriella Pescucci jest świetna w tym, co robi. Wprost niesamowita. Kiedy przystąpiliśmy do pracy nad serialem, zgłosiło się do nas wiele osób, które pracują zwykle przy wysokobudżetowych produkcjach. W końcu skontaktowała się z nami Gabriella, która z mocnym włoskim akcentem oświadczyła: "Chciałabym pracować przy tej produkcji". Wyjaśniłem jej, że nie mamy wielkiego budżetu, ale ona w dalszym ciągu upierała się, że jest zainteresowana serialem. "Przekonasz się, że jestem odpowiednią osobą" – powiedziała. Wykonała kawał dobrej roboty. Własnoręcznie wykańczała każdy kostium i każdą zbroję.

W roli głowy rodu, Rodriga Borgii, obsadziłeś Jeremy’ego Ironsa. Dlaczego wybrałeś akurat jego?

Podziwiam Jeremy’ego jako aktora. Spotkaliśmy się po raz pierwszy wiele lat temu w dublińskim Gate Theatre i przez cały czas utrzymywaliśmy ze sobą kontakt. Kiedy zacząłem pracować nad "Rodziną Borgiów" dla stacji Showtime, podsunąłem jej przedstawicielom myśl, aby obsadzić Jeremy’ego Ironsa w roli Rodriga. Byli zachwyceni moim pomysłem. Sam złożyłem mu propozycję, bo uważałem, że jest stworzony do tej roli. Jeremy martwił się, że nie jest fizycznie podobny do Rodriga. Powiedziałem mu: "To nieważne, pomyśl o jego osobowości, złożonej i sprzecznej naturze". Rodrigo jest gorliwie wierzącym człowiekiem i jednocześnie ma w sobie pokłady średniowiecznego okrucieństwa. Pobożność i bestialstwo są częścią jego natury. Chciałem, aby pokazał to na ekranie, i muszę przyznać, że zrobił to znakomicie.

Reklama

"Rodzina Borgiów" nie ucieknie od porównań z "Dynastią Tudorów". Czy widzowie, którym podobali się "Tudorowie", wciągną się także w "Borgiów"?

Taką mam nadzieję. Moim zdaniem w "Rodzinie Borgiów" jest więcej wątków niż w "Dynastii Tudorów". Borgiów można porównać do serialu kryminalnego o bardzo rozbudowanej narracji. W serialu pojawią się także elementy, których nie było w „Dynastii Tudorów”, ale chciałbym od razu wyjaśnić, że nie chodzi mi o dużą liczbę scen łóżkowych ani nic w tym stylu. Po przeczytaniu scenariusza producenci postanowili przenieść go na mały ekran. Nigdy nie sugerowałem im, by produkcja była wzorowana na "Dynastii Tudorów".

Jak zachęciłbyś widzów, by oglądali "Rodzinę Borgiów"?

"Ojciec chrzestny" wraca do domu, by objawić się w Rzymie w 1492 roku. Po napisaniu „Ojca chrzestnego” Mario Puzo powiedział: "Przeniosłem Borgiów z Włoch do Małej Italii". Ja zabrałem "Ojca chrzestnego" do domu.