Anna Sobańda: Co pomyślałeś, kiedy dostałeś pierwszy telefon w sprawie głównej roli w serialu HBO?

Kamil Nożyński: Pomyślałam, że to żart.

Kto przekazał ci tę informację?

Zadzwonił do mnie reżyser, Krzysiek Skonieczny, z którym spotkałem się kiedyś przy okazji innego projektu. On wówczas zobaczył nagrany przez mnie filmik, który zapadł mu w pamięć. Zadzwonił więc, powiedział że robi duży projekt dla HBO, zapytał, czy czytałem Żulczyka i powiedział, że chciałby mnie spróbować do głównej roli w serialu opartym na powieści „Ślepnąc od świateł”. Akurat byłem w trakcie obiadu, więc o mało nie zakrztusiłem się jedzeniem, zrobiłem 10 wdechów i stwierdziłem, że to musi być jakiś dowcip. Zacząłem się zastanawiać, który z kumpli bawi się w ten sposób moim kosztem. Krzysiek zapewnił mnie jednak, że to nie żart, tylko poważna propozycja i zaprosił na przesłuchania.

Od razu wiedziałeś, jak duży to jest projekt?

Na początku nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale od początku wiedziałem, że to jest moja życiowa szansa. Z czasem dopiero zacząłem się dowiadywać, jakich aktorów Krzysiek próbuje i kogo chce ściągnąć do tego serialu. Te nazwiska zrobiły na mnie konkretne wrażenie, ale jeszcze do końca nie zdawałem sobie sprawy, jak duży to projekt. Dopiero teraz, pomału zaczyna do mnie docierać, w czym wziąłem udział, jak wielka to sprawa.

Frycz, Więckiewicz, Chabior, Pazura – jak podziałała na ciebie świadomość, że wystąpisz wśród takich aktorskich gigantów?

Ja tych aktorów poznawałem już na próbach aktorskich i przesłuchaniach. Pierwsze spotkania były tremujące, bo to wielcy artyści, których znałem dotąd tylko z ekranu. Z czasem jednak, poznawałem ich prywatnie, od tej ludzkiej strony i oswajałem się z tym, że gram obok nich.

Czy któryś z nich był dla ciebie mentorem na planie?

Wszyscy byli dla mnie mentorami. Każdy dawał mi jakieś rady, pomagali mi, czułem od nich wsparcie. Bardzo fajne było to, że nie traktowali mnie jak jakiegoś intruza, który wchodzi znikąd w ich świat aktorski, tylko byłem dla nich jak młodszy kolega z pracy.

Jak wyglądały twoje przygotowania do pracy nad rolą?

Po pierwszym telefonie od Krzyśka kupiłem „Ślepnąc od świateł” Żulczyka i zacząłem czytać. Miałem bardzo dużo prób aktorskich, do tego zajęcia przygotowujące mnie do grania, które miałem z panią Katarzyną Skarżanką i Wojtkiem Urbańskim. W sumie trzy miesiące intensywnych przygotowań.

Czy na tym etapie miałeś już jakiś pomysł na tego bohatera?

Nie. Na początku widziałem go trochę inaczej, ze względu na to, że sam wychowałem się na warszawskim blokowisku i znam podobne postaci od nieco innej strony. Zacząłem widzieć tego bohatera dopiero, kiedy Krzysiek zaczął przelewać na mnie swoją wizję. Dużo dały mi też pierwsze przymiarki kostiumu. Jestem wzrokowcem i kiedy zaczęli mnie przebierać w ciuchy Kuby, zacząłem rozumieć, o co w tej postaci chodzi. Później Krzysiek tak mną kierował, że zacząłem wczuwać się w rolę. Ten bohater jest w 100% stworzony przez Krzyśka. Ja byłem jak kawałek gliny, z której Krzysiek ulepił serialowego Kubę.

Chyba dobrze mu to wyszło, bo Jakub Żulczyk powiedział, że dla niego od teraz główny bohater „Ślepnąc od świateł” już zawsze będzie miał twoją twarz

To duży komplement

Lubisz graną przez siebie postać?

Tak. Co ciekawe, kiedy oglądałem siebie na ekranie, na początku czułem się trochę dziwnie, ale z czasem zacząłem widzieć nie siebie, a tego bohatera. Widziałem kogoś zupełnie innego, ale z moją twarzą. To znaczy, że Krzysiek dobrze ulepił tę postać.

Jak radziłeś sobie z wychodzeniem z roli? Udawało ci się zostawiać bohatera na wycieraczce przed drzwiami, czy też zabierałeś go ze sobą do domu?

Bohatera zostawić potrafiłem, ale na początku musiałem przyzwyczaić się do czegoś, co wymaga doświadczenia. Mam na myśli to, że na planie musiałem rozwibrować swoje emocje, a później je wyciszyć. To były trudne zdjęcia, nie dość, że w zimie, w nocy, to jeszcze bardzo wymagające emocjonalnie. Prace trwały często ponad 12 godzin, gdzie kręciliśmy na przykład sceny terroru. Schodząc z planu trzeba było to z siebie zrzucić. Zdarzało się bowiem, że zbyt łatwo wchodziłem w różne emocje poza planem. Bardzo szybko potrafiłem się zdenerwować, wzruszyć, albo popaść w euforie. Z czasem jednak nauczyłem się to hamować.

Co dla ciebie, jako debiutanta było największym wyzwaniem podczas prac nad serialem?

Najtrudniej było zrzucić swoją powłokę i przyjąć powłokę Kuby. Z czasem nabrałem w tym wprawy. Trudne były też niektóre sceny, na przykład scena erotyczna. Mimo bardzo okrojonej ekipy, ciężko było wykonywać coś, czego nie wykonywałem naprawdę, a co miało wyglądać tak, jakbym to robił. Bardzo trudne przeżycie. Ciężkie były też sceny przemocy wobec kobiet. Kiedy aktorka weszła w swoje emocje, ja tak bardzo w nie uwierzyłem, że mnie blokowało. Wtedy w ogóle nie mogłem wydobyć swoich negatywnych emocji. Trzeba było tego dłużej szukać.

Masz świadomość tego, że dostałeś rolę, o której marzyła pewnie zdecydowana większość polskich aktorów?

Wytłumaczył mi to ktoś, kiedy dopadła mnie chwila zwątpienia pod koniec okresu przygotowań do zdjęć. Zwierzyłem się pewnej osobie, że nie wiem, czy sobie z tym poradzę. I wówczas usłyszałem „słuchaj, o tej roli marzyli wszyscy młodzi polscy aktorzy. Do tego serialu, na wszystkie role, przekastingowano w sumie około 20 tysięcy osób, a ty dostałeś główną rolę.” Wówczas zaczęło do mnie docierać, w czym biorę udział.

Rozsmakowałeś się w aktorstwie?

Tak, bardzo. Mam taki mały kompleks, że nie mam techniki aktorskiej, którą aktorzy nabywają w szkole, ale Krzysiek mi wytłumaczył, że akurat w tym projekcie to był mój atut.
Na planie spędziłem sporo czasu i bardzo mi się to podobało. Robert Więckiewicz powiedział mi: „stary, ty kręcisz trzy filmy fabularne na raz”, bo zazwyczaj prace nad jednym filmem to ok. 20 dni zdjęciowych, a ja miałem swoich ponad 70 dni zdjęciowych. Zdobyłem więc trochę praktyki, ale to wciąż za mało. Na pewno będę chciał się też doszkalać.

Planujesz udział w castingach?

Tak, podpisałem kontrakt z agencją i teraz im pozostawiam szukanie propozycji, bo oni wiedzą, na co w tej chwili mnie stać jako naturszczyka.

Wywodzisz się ze środowiska hip-hopowego. Jak ono zareagowało na twoją aktorską przygodę?

Raczej dobrze. Mam pozytywny feedback ze strony środowiska. Znajomi, często raperzy z głównej półki piszą mi, że czekają na ten serial, jarają się.

A spotkałeś się z krytyką?

Czasem, kiedy wchodzę z kimś w polemikę, to najprostszą formą zaatakowania mnie jest stwierdzenie, że odbija mi sodówka. Staram się jednak nie brać tego do siebie

Nie boisz się, że sodówka faktycznie może ci uderzyć do głowy?

Staram się pilnować. Na szczęście mam wokół siebie wspaniałych ludzi i z HBO, Krzyśka Skoniecznego, moją rodzinę. Ufam im i jeśli powiedzą, że zaczynam odlatywać, to ściągnę się na ziemie

Jesteś gotowy na show biznes, którego staniesz się częścią, kiedy serial będzie miał swoją premierę i zrobi się wokół ciebie głośno?

Nie wiem czy jestem gotowy, bo nie do końca wiem, z czym to się wiąże. Nie ciągnie mnie, żeby się wszędzie pokazywać.

Widzisz już większe zainteresowanie swoją osobą?

Pomału tak. Miałem taka sytuacje, że siedziałem w kawiarni na Ursynowie i czułem na sobie spojrzenia. 5 lat temu, pewnie był zapytał grzecznie „co cię tak interesuje, czemu na mnie patrzysz”, a teraz dotarło do mnie, że trailer już wyszedł, serial jest reklamowany, więc to pewnie stąd takie zainteresowanie. Zaczynam się z tym oswajać

Masz jakieś marzenie aktorskie?

Szczerze? Moim odległym marzeniem jest rola w teatrze. Wiem, że w tym momencie bym sobie nie poradził, ale chciałbym tak się przygotować, żeby kiedyś wystąpić na scenie na żywo. W dzieciństwie oglądałem ojca, który był śpiewakiem i zdarzało mu się też grać jako aktor w kilku teatrach, może więc mam to w genach.

Porzucisz dla aktorstwa muzykę, czy będziesz łączył obie pasje?

Nie zamierzam porzucać muzyki, mam w planach wydanie płyty. Ale przez to, że dużo się w moim życiu wydarzyło, zauważyłem w sobie pewne zmiany i moja twórczość też ewoluowała. Dużo starych tekstów, które mam w szufladzie, straciło na aktualności, dlatego muszę poszukać w sobie odpowiedniej nuty.

Serial HBO "Ślepnąc od świateł" na podstawie bestsellerowej powieści Jakuba Żulczyka i w reżyserii Krzysztofa Skoniecznego będzie miał premierę już jutro, w sobotę 27 października w HBO i HBO GO.