Lubi pani robić zakupy w galeriach handlowych?

Joanna Horodyńska: Tak. Jak mam czas, to przychodzę i spędzam w takiej galerii nawet 2- 3 godziny żeby kupić wszystko to, co mam na liście. Naprawdę lubię galerie, szczególnie te, które mają dzienne światło. W takich miejscach się nie męczę, a wręcz odpoczywam. Poza tym, w dziennym świetle lepiej widać rzeczywiste kolory i faktury.

Odwiedza pani również sieciówki?

Bardzo lubię sieciówki. Można tam znaleźć wszystkie brakujące elementy stylizacji. Myślę, że stworzenie stylizacji bez sieciówek byłoby dość trudne. Stamtąd bowiem pochodzą te wszystkie "wypełniacze" stylizacji.

Jak kupować w sieciówkach, żeby nie wyglądać jak wszyscy?

Kluczem jest szeroki wybór, jaki oferują takie sklepy, dzięki czemu jesteśmy w stanie stworzyć własną kompozycję. Tam możemy znaleźć bazę, a element kluczowy w stylizacji może być coś bardziej oryginalnego, niepowtarzalnego.

Mówi się, że polska ulica wygląda coraz lepiej, czy w show biznesie również widać tę poprawę?

Widać. Celebrytki coraz bardziej się starają. Większość z nich korzysta z usług doradców. Mają nawet całe teamy czyli ludzi od makeupu, fryzury i stroju. Starają się, choć czasem za bardzo, co powoduje, że brakuje w tym luzu i lekkości. Przyznaję, że kiedyś zdarzało się, iż w moich stylizacjach też brakowało powietrza, bo za bardzo się starałam. Trzeba się wyluzować, wówczas efekt jest lepszy

Jakie grzechy popełniają celebrytki?

Często nie radzą sobie z kontekstem. Na przykład noszą suknie z trenem w ciągu dnia. Oczywiście dziś możemy przełamywać schematy, ja na przykład mam dziś na sobie cekinowe legginsy, ale założyłam je w ciągu dnia, więc połączyłam z elementem dziennym, czyli t-shirtem i jeansową kurtką. Tymczasem celebrytki o tym zapominają i w zupełnie wieczorowych strojach wychodzą na eventy odbywając się w południe. Mają problem z kontekstem, nie do końca wiedzą co, gdzie i kiedy.

A zaglądają do sieciówek?

Tak, oczywiście. Same, albo wysyłają tam stylistów. To widać w ich stylizacjach.

Za nami festiwal w Cannes, jakie ma pani spostrzeżenia po obserwacji tamtejszych czerwonych dywanów w porównaniu z tymi nad Wisłą? Wciąż odstajemy, czy to już jest ten poziom?

Jeszcze odstajemy, bowiem nie mamy do dyspozycji wielkich domów mody tak jak mają to światowe gwiazdy. To wynika z tego, że nie mamy takich budżetów. Jednak polscy projektanci także są w stanie stworzyć przepiękne kreacje. Mam oczywiście na myśli tych, którzy nie kopiują

Z tym kopiowaniem to chyba mamy w Polsce problem

Niestety, mieliśmy kilka głośnych afer z tym związanych. To jest absolutnie naganne, ponieważ jest to zwyczajna kradzież. Nie znamy granicy między tym, gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna kopiowanie. Gdyby w Polsce było to przykładnie karane, to nikt by tego nie robił. Niestety z obroną własności intelektualnej mamy spory problem. Prawo tego nie zabezpiecza, nie da się na przykład opatentować konkretnego szwu.

A jak radzą sobie z modą kobiety w polityce?

Uważam, że w świecie polityki nie powinno być za dużo mody. To powinien być bardziej rodzaj uniformu, pasującego do wizerunku. Niestety w naszej polityce tego absolutnie nie widzę. Stylizacje są co chwilę zupełnie inne, brakuje tam konsekwencji. Nie ma jakiegoś szerszego planu połączenia stylizacji z osobowością, siłą charakteru, tym co dany polityk chce swoim wyglądem zakomunikować.

W świecie polityki korzysta się z porad stylistów?

Oczywiście, że tak. Taka współpraca często objęta jest tajemnicą, ale sama wiem o przynajmniej dwóch osobach, które z takich usług korzystają.