W rozmowie z Onetem Paulina Sykut-Jeżyna wyznała, że największym dramatem jej dzieciństwa była utrata ukochanego taty, który zmarł, gdy miała zaledwie 4 lata:

Ten brak czuję do dzisiaj. I jak patrzę na Różę, na jej relację z Piotrem, jestem szczęśliwa, że ma takiego fajnego tatę. Wiem, że wyrośnie na silną kobietę, bo mają wspaniały kontakt. Wychowujemy ją w pełnej, szczęśliwej rodzinie.

Jako dziewczynka Paulina doświadczyła także ubóstwa. Jej mama, po śmierci taty, sama musiała utrzymać dom i troje dzieci, więc w domu często brakowało pieniędzy:

Opowiadałam, jak dzielnie i zaradnie organizowała nam życie, ale pamiętam też widok mamy, siedzącej przy stole w kuchni, ogromnie smutnej i płaczącej. Nikt z nas nie jest w stanie sobie nawet wyobrazić, ile musiało ją to kosztować, jak strasznie musiało być jej ciężko, kiedy na przykład w domu był tylko chleb ze smalcem. Bo były i takie chwile. Czasem było widać, że nie ma tych pieniędzy…(...) Żyliśmy bardzo skromnie, nie miałam wiele, ale doskonale wiem, że nie od tego zależy nasze szczęście i poczucie własnej wartości. To są zupełnie inne sprawy.

Paulina dodała, jak doświadczenia z dzieciństwa wpłynęły na sposób wychowania jej własnej córki:

Róża doświadcza dużo ważniejszych rzeczy niż samo posiadanie. Na tym się skupiam, żeby nie myślała o materialnych rzeczach. Tego ją uczymy. Nigdy przedtem świat nie był tak materialny, jak dzisiaj. Dlatego nie skupiamy się na dawaniu jej rzeczy ale na dawaniu siebie! Chcemy, żeby miała jak najwięcej dobrego, miłości, ciepła, uwagi, bo wiem, że tylko dzięki temu może być dobrym człowiekiem.