Na swoim profilu na Facebooku Sadowska opisała trudy samolotowej podróży do Bergamo z dwójką małych dzieci:

Ja, dwulatek, czterolatek, 2 walizki na kółkach, plecak i torba z pieluchami. To wszystko to bagaż podręczny. Podręczny okazał się również Kosma, który wstał o czwartej rano, teraz jest do mnie przyklejony i ryczy mi na szyi.

Dziennikarka ma żal zarówno do obsługi linii lotniczych, która nie wykazała gotowości do pomocy:

Ogłoszenie, że zapraszają do odprawy rodziców z dziećmi. Dotarabaniłam się, ale -okazało się - do złej taśmy. Pan z Wizzair do koleżanki:
-Może wpuścić tą panią z dziećmi?
Koleżanka (stojąca pół metra ode mnie pani Monika, jak się później okazało)
-Niech pani idzie do kolejki.
Ja: Ale, jak Pani widzi, jestem z dwójka małych dzieci, a właśnie był komunikat, ze zapraszacie pasażerów z małymi dziećmi.
Pani, mogąc pokazać odrobinę władzy, uważała, ze powinnam z całym majdanem minąć wszystkich pasażerów w jedna stronę, a potem z powrotem, żeby ponownie się przy niej pojawić (przypominam: stałam od niej 1/2 metra), tyle ze przy „jej” taśmie.
Na szczęście pojawiła się druga koleżanka, która powiedziała: Ja panią wpuszczę.

Sadowska nie mogła także liczyć na pomoc współpasażerów:

Ale to nie koniec historii... Nie ma rękawa, są schody. Po płaskim ciągnę walizki, na których siedzą dzieci, plecak mam z tyłu, torbę na ramieniu. Ale po schodach? Idzie kolejny pan z Wizzair. Znoszę dwie walizki i resztę toreb, Tyś schodzi sam, proszę pana, czy mógłby znieść dwulatka.
-A sam nie zejdzie? (słyszę w odpowiedzi)
Ten pan chyba był na tym samym szkoleniu co tamta Pani. Ale, widząc moją minę, jednak znosi Kosia.
Żaden z facetów mijających mnie na schodach, nie zapytał, czy pomóc. Ż-A-D-E-N! Pomogła młoda dziewczyna i wzięła walizkę. Uff. Autobus. No ale z autobusu wysiada się do samolotu, więc każdy leci na łeb na szyję. Przepuścić kobietę z tobołami i dziećmi? Ale po co, jeszcze zajmie nam miejsce? Jeszcze tylko schody do samolotu. Z autobusu wysiadam przedostatnia. Kiedy biorę zasypiającego Kosia na ręce, dwie walizki do jednej łapy, plecak i torbę na ramię, z kolejki do samolotu wychodzi starsze małżeństwo. Biorą ode mnie po walizce. Jakie to smutne. Włosi, nie Polacy. Uśmiechnięci pytają, które mam miejsca w samolocie. Zaniosą. Kochani! Oni, nie rośli, zdrowi, młodzi mężczyźni, którzy podróżują solo, z kobietami albo kumplami i którzy mijają nas jak powietrze.

Na koniec dziennikarka napisała: Dobrze, że mam dwóch synów. Wychowam ich inaczej.

W komentarzach pod postem Beaty Sadowskiej pojawiło się wiele sprzecznych wypowiedzi. Część internautów przyznała rację dziennikarce i stwierdziła, że z kulturą i empatią Polaków jest coraz gorzej. Wiele osób uznało jednak, że pretensje Sadowskiej są bezpodstawne, bowiem mogła nie oszczędzać na bagażu i zamiast podręcznego, nadać rejestrowany. Ponadto wyruszając w podróż z dwójką dzieci powinna liczyć się z problemami i tak zaplanować wycieczkę, by nie liczyć na pomoc innych. Niektórzy wręcz uznali, że postawa dziennikarki była roszczeniowa.