"DJ" to, według dystrybutora, film o ambicji, nieustannej pogoni za marzeniami, a przede wszystkim o postrzeganiu świata poprzez absolutyzowanie własnych doświadczeń w kulturze "Love Yourself". "DJ" to pierwszy film w kinie europejskim przedstawiający zjawisko DJ-ingu z perspektywy kobiecej. Debiutancki film Alka Korta podobno zainspirowała prawdziwa historia undergroundowej polskiej didżejki.

Reklama

Trwa ładowanie wpisu

Tytułową rolę zagrała Maja Hirsch. Na wtorkowej premierze filmu standardowo pojawiło się mnóstwo celebrytów, jednak zabrakło właśnie oczekiwanej bohaterki wieczoru. W oficjalnym komunikacie gwiazda postanowiła wyjaśnić powody nieobecności:

- Z racji tego, że odbyła się dziś premiera filmu DJ, w którym miałam przyjemność grać pierwszoplanową rolę, uczciłam ten wieczór z moimi bliskimi na uroczystej kolacji. Niestety nie było dane mi wciąż udziału w pokazie w Złotych Tarasach - oznajmiła Hirsch.

- Powody są niezwykle prozaiczne. Dystrybutor filmu nałożył na moją listę nazwisk gości nieuzasadnione dla mnie obwarowania. Z szacunku do widzów, a także mediów oraz wielu osób współtworzących ten film, producentów i samego dystrybutora, postanowiłam pojawić się na kolacji w sukni, którą przygotowałam na premierę, na jakiej mnie i moim gościom nie dane było uczestniczyć. Mam nadzieję, że goście pokazu spędzili przyjemnie czas, a ja ze swej strony cieszę się, że mogłam ten moment dzielić z moimi zaproszonymi na premierę przyjaciółmi - dodała aktorka.

W sieci jednak pojawiają się teorie zakładające, że Hirsch po prostu wstydzi się filmu, który zebrał druzgocące recenzje.

Janusz Wróblewski w recenzji dla "Polityki" pisze, że debiut Korta "żeruje na stereotypowych wyobrażeniach o sławie i robieniu kariery po trupach". Krytyk nie ukrywał też zaskoczenia, że w tak słabym filmie zagrał Daniel Olbrychski. "Alek Kort nie znalazł oparcia w solidnie skonstruowanym scenariuszu, a może po prostu zabrakło mu doświadczenia w sensownym poprowadzeniu aktorów, którzy - jak Daniel Olbrychski niefortunnie obsadzony w roli cierpiącego na demencję dyrygenta - nie bardzo wiedzą, co i dlaczego tu grają", napisał Wróblewski.

Niektóre opinie są jeszcze bardziej niekorzystne. - Najgorszy polski film roku za mną. Nikt tego nie przebije - napisał na Facebooku dziennikarz filmowy Rafał Pawłowski. Krytyk dodał, że film ma dialogi "drewniane do bólu".

Krytyczka filmowa Kaja Klimek zasugerowała tymczasem, że ‚DJ" ma potencjał, by zostać polskim "The Room", uznawanym za jeden z najgorszych filmów wszech czasów. - Jest to zboczona, stereotypowa, źle zagrana i źle wyreżyserowana i obleśna wizja nie tylko didżeingu, ale, jakby, wszystkiego - napisała krytyczka. - "The Room" to jednak film tak zły, że aż dobry, a "DJ" może pozostać na wsze czasy filmem tak złym, że aż złym - podsumowała.