Jurski za oceanem chodził na koncerty gwiazdy w Tampie, Orlando, Atlancie i Chicago, a nawet usiłował się wspiąć na 14 piętro hotelu w Miami Beach, aby zobaczyć się z obsesyjnie podziwianą idolką. Został wówczas powstrzymany przez ochronę, ale do aresztowania doszło kilka dni później, kiedy podczas koncertu w Miami usiłował wtargnąć za kulisy.

Mężczyzna usłyszał zarzuty stalkingu, ucieczki przed policją i stawiania jej oporu podczas zatrzymania. - Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby być z Katy Perry - miał wyznać Jurski funkcjonariuszom.

Adwokat Polaka podczas mowy obronnej argumentował, że fani Grateful Dead także podążają wszędzie za ukochanym zespołem i nikt nie uważa tego za prześladowanie.

- Katy Perry to nie Grateful Dead - przerwał wywód obrońcy sędzia. - To jest kobieta, która usłyszała od zatrzymanego, że zrobi on wszystko - cokolwiek to będzie - byle tylko z nią być

- Zatrzymany śledził Perry w restauracji, nękał ją w hotelu, gdzie chował się na klatce schodowej, a także próbował się wedrzeć za kulisy w trakcie jej występu. To trochę więcej niż wyjście na koncert - dodał sędzia.

Za Jurskiego ustalono kaucję w wysokości 34 tys. dolarów. Mężczyzna pozostaje w areszcie i niebawem ma trafić w ręce władz imigracyjnych, które najprawdopodobniej podejmą decyzję o deportacji.