"Idol" był pierwszym talent show w Polsce, które zyskało ogromną popularność i wykreowało kilku znakomitych artystów polskiej sceny. Wśród nich znaleźli się Ania Dąbrowska, Krzysztof Zalewski, Sławek Uniatowski, Tomek Makowiecki i Monika Brodka. Teraz, po 12 latach od emisji ostatniego sezonu, telewizja Polsat zdecydowała się przywrócić show na ekrany.

Tymczasem okazuje się, że Monika Brodka, która sama zawdzięcza swoją popularność udziałowi w "Idolu", nie jest entuzjastką jego reaktywacji:

Reaktywacja Idola? Po co? Każdy z tych programów to nadprodukcja talentów. I co później robić z tymi ludźmi? W przypadku Idola, gdy ja brałam w nim udział było tak, że to był jeden jedyny program i trochę inne czasy. A teraz tych programów jest ze trzy, cztery, więc w każdym finale takiego programu znajduje się jakieś 10 osób, czyli w sumie 40 osób, którymi trzeba się zająć, rozsądnie, z głową, mieć na nich pomysł, a nie podejść do nich jak do produktów. A, niestety, tak się podchodzi do tych ludzi. Tak podchodzą mejdżersi, czyli duże wytwórnie płytowe. Ja trochę współczuję młodym ludziom, którzy wygrywają takie formaty, bo to nie są czasy na takie programy. Teraz można zrobić karierę przez założenie konta na SoundCloudzie i w ten sposób pojawić się, robić swoją muzykę. Niepotrzebna do tego jest nawet wytwórnia. Wyłanianie ludzi z takich programów wydaje mi się już dosyć oldschoolowe. W tych programach zupełnie nie chodzi o muzykę. Czy to jest jakieś Azja Express, Idol express czy Teleexpress – to jest to jedna wielka papka – przyznała w wywiadzie dla cgm.pl