Wściekłość Pauliny Młynarskiej wywołał negatywny komentarz, którego autor zarzucił jej wykorzystywanie nazwiska ojca. Zdaniem dziennikarki, to przejaw patriarchalnego systemu:

Reklama

Co rusz, tu i tam, pada pod moim adresem zarzut o to, że mam na nazwisko Młynarska. Przed chwilą zablokowałam gościa, który miał do mnie pretensje o to, że, cytuję: "Po 4 rozwodach ma nadal nazwisko ojca, czas chyba zapracować na własne!". Och, doprawdy, cios w serce! Cóż za złośliwość i błyskotliwość. Zabrakło matury i rozbieranych filmów!
Jedną z paskudnych cech patriarchalnego systemu, w którym żyję, jest to, że czy mi się to podoba, czy nie, moja tożsamość jest określana względem mężczyzny ( kiedyś właściciela) - ojca lub męża. Ostatnio odkryłam, że do różnych spraw urzędowych, nie żąda się ode mnie aktu urodzenia, ale ślubu ( z adnotacją o ostatnim rozwodzie) . Gdybym była facetem, wystarczyłby akt urodzenia. Ciekawe, prawda? W związku z tym tak się wściekłam, że planuję teraz urzędową zmianę nazwiska na Lola Margines.

Młynarska wykorzystała także okazję, by odeprzeć zarzuty o to, że swoją karierę zawdzięcza znanemu nazwisku:

Zarzut o używanie nazwiska ojca ma w podtekście, zresztą niezbyt subtelnie zarysowanym, oskarżenie o nepotyzm. Niektórzy lubią wręcz: " Gdyby nie tatuś to..." No co? Co? Ja mam, do cholery, 45 lat. Raczej załatwiam różne rzeczy dla tatusia ( zakupy, lekarz etc.) niż mi on załatwia. Puknijcie się w te swoje zawistne makówki.