Michalczewski w rozmowie z "Super Expressem" zdradził, że jego standardowa gaża za udział w imprezie, to 100 tys. złotych:

Jeśli to jest taka normalna impreza, to wtedy chcę stówkę. Nie patrzę na innych, taka jest moja stawka. Takich imprez w roku mam około sześciu i mam dzięki temu spokój. Jestem zamożnym człowiekiem i nie mam potrzeby, żeby jeździć i walić chałturę. Cenię swój czas, wolę być z dzieciakami, niż gdzieś jechać za pięć dych czy za siedem. Jak dostaję propozycję, to mówię: 100 tys. zł albo 25 tys. euro. I mam przynajmniej spokój.

Były bokser zapewnia, że jest wart takiej ceny:

Ciekawie opowiadam, bo sam kiedyś zaczynałem w trampkach. Ale mam ten komfort, że jako były sportowiec nie splajtowałem, jak większość. Mam przygotowane przemówienie, pozuję do zdjęć, rozdaję autografy. Klient zawsze jest zadowolony.

Są jednak imprezy, na których Michalczewski pojawia się za darmo, są to wszelkie wydarzenia charytatywne:

W przypadku takich wydarzeń pojawiam się za darmo. Nawet nie chcę, żeby organizatorzy płacili mi za bilety i hotel, to opłacam sobie sam.