W rozmowie z "Super Expressem" 81-letnia wokalistka zapytana o emeryturę odparła:

Reklama

I co ja bym robiła? Pewnie codziennie to samo - okno się zabrudziło, to umyję teraz okno, trzeba coś ugotować, to ugotuję, a później przyjdzie Zosia albo Krysia - to siądziemy i porozmawiamy. Nie, nie, nie, oszalałabym. To zupełnie nie moje klimaty. Nie jestem osobą, która odcina kupony od popularności.

Irena Santor dodała także, że to właśnie praca pozwala jej wciąż cieszyć się witalnością i energią:

Praca i konkurencja konserwują. Wie się kto jak śpiewa, dlaczego lepiej, na czym to polega, co jest u mnie wadą, co bym chciała zmienić, co chciałabym zaśpiewać. Czasami myślę sobie - "jaka piękna piosenka, chciałabym ją zaśpiewać", ale nie mogę, bo ona nie jest moja. To wszystko daje napęd. Dopóki się siedzi w zawodzie, to nie ma czasu, można się zestarzeć, można widzieć gorzej, chodzić gorzej, ale umysł pracuje i jest ta ochota, żeby nagrać swoją piosenkę - stwierdza artystka.