Anna Sobańda: Przed nami kolejny sezon „Project Runway”, czy nie obawia się pani, że w tym show może narodzić się pani konkurencja?

Joanna Przetakiewicz*: Absolutnie nie, ja jestem za tym, żeby w Polsce powstawała konkurencja. Ja nie mam w sobie czegoś takiego jak zazdrość o talent, ja raczej wspieram wschodzące gwiazdy, zdolnych młodych ludzi. To jest dokładnie to, co robię teraz z Lilianą i Maćkiem Sieradzkim. Ja raczej obawiam się, że tych talentów będzie za mało, ponieważ póki co na polskim rynku mody, który jest bardzo młody, świeży i wciąż jeszcze raczkuje, potrzeba dużo więcej zdolnych i młodych projektantów, którzy chcą się uczyć i rozwijać. Ja zawsze będę ich w tym wspierać.

W Polsce w ostatnim czasie zapanowała moda na projektowanie. Chęci więc są, ale czy jest i potencjał?

Pierwsza podstawowa rada, jaką ja bym dała młodym projektantom, to taka, żeby najpierw pracowali w większej firmie, która ma dobry zespół, konstruktorów, technologów, krawców, przy którym będą w stanie nauczyć się abecadła projektanta. Ponieważ zrobienie rysunku projektu jest bardzo dalekie od efektu końcowego. Proces dochodzenia do niego jest długi, żmudny i skomplikowany. Dlatego najpierw polecałabym kilka dobrych lat przepracowanych w takiej firmie, a dopiero później myślenie o własnej kolekcji. Bardzo łatwo jest bowiem popełnić błąd i spalić się, a rynek mody niestety nie daje drugiej szansy.

Czy w Polsce jest w ogóle miejsce na modę w wyższej półki? Czy Polki zwyczajnie stać na takie projekty?

Są w Polsce kobiety, które na to stać. Z drugiej jednak strony, to musi być tak zwane affordable luxury, czyli ceny muszą być rozsądne. Ponieważ widząc bardzo często projekty światowych marek, zadziwia mnie bardzo wysoka, szokująca wręcz cena w stosunku do prostoty tego ubioru. W tym jednak tkwi nasz potencjał i nasza szansa na przyszłość, bowiem polscy projektanci są w stanie pod warunkiem oczywiście, że umieją to zrobić, stworzyć kolekcje na miarę tych światowych, w akceptowalnej cenie.

Ale chęć posiadania światowych projektów w akceptowalnej cenie może prowadzić do kopiowania. W ostatnich dniach zrobiło się głośno wokół polskiej projektantki Violi Piekut, której niektóre sukienki są zbyt mocno inspirowane kreacjami światowych kreatorów.

Trudno mi jest odnieść się do tego konkretnego przypadku, bo nie widziałam tego projektu, ale jedno jest pewne: wszyscy inspirują się nawzajem kolekcjami poprzednimi, a czasem nawet takimi sprzed lat. Jeżeli sukienka rzeczywiście jest kopią, to myślę, że żaden szanujący się projektant nie powinien się na to zgodzić. Oczywiście są pewne trendy, które mogą się w wielu projektach powtarzać. Obecnie takim trendem są frędzle przyszywane do wszystkiego. Każdy projektant powinien być jednak świadomy tego co robi i zdawać sobie sprawę z tego, gdzie jest inspiracja, a gdzie zaczyna się już kopiowanie. Zdarza się jednak czasami też tak, że spotykam się z opinią, że ktoś coś skopiował, tymczasem ja wiem, że ten projekt powstał danego dnia, natomiast pokaz światowej marki odbył się 24 godziny wcześniej. Kolekcja nie miała szans uszyć się w takim czasie, więc nie może tu być mowy o kopiowaniu, a takie zarzuty bywają wówczas niesprawiedliwe.

Jakiś czas temu udzieliła pani wywiadu, w którym padło stwierdzenie, że interesuje panią feminizm i gender. Czy naprawdę nie czuje się pani feministką?

Tę moją wypowiedź przekręcano już na tysiąc sposobów. Do tej pory większość nie wie, co oznacza gender, i każdy interpretuje to sobie na swój sposób. Natomiast to czego ja nie lubię, to kiedy z kobiety na siłę próbuje się zrobić faceta. Kobiety dzisiaj nie muszą już udowadniać, że są silne i twarde. Takie są i już to pokazały. Oczywiście jest jeszcze długa droga przed nami do tego, aby kobiety w świecie polityki i biznesu zaistniały w takim wymiarze jak mężczyźni. Chodzi jednak o to, żeby kobiety zostały przy tym kobiece. Żebyśmy nie zacierali granic między męskością a kobiecością. Tylko o to mi chodzi. Bo ja jak najbardziej jestem za tym, żeby kobiety zdobywały najwyższe stanowiska i wykształcenie i żeby były równie wiarygodne i zaufane jak mężczyźni oraz cieszyły się taką samą estymą i charyzmą jak panowie. I myślę, że to się dzieje, bo w ciągu ostatnich dwudziestu lat świat kobiet zmienił się nieprawdopodobnie. Natomiast to, czemu jestem totalnie przeciwna, to zacieranie granic między męskością i kobiecością, miedzy tym wdziękiem, zmysłowością kobiety, a męskością i szorstkością faceta. Ponieważ alfa mail i alfa woman to są dwie zupełnie inne osoby. I chciałabym, żeby tak pozostało, żeby kobieta była kobieca a facet męski. Tego nam dzisiaj zaczyna brakować, szczególnie u facetów. (śmiech)

CZYTAJ WIĘCEJ: Przetakiewicz: Feminizm i gender mnie nie interesują >>>

W polskiej polityce do głosu zaczyna dochodzić coraz więcej kobiet. Jak pani ocenia styl naszych polityczek?

Stanowczo zbyt zachowawczy i bojaźliwy, a dotyczy to kobiet, które są w polityce od dawna. Natomiast to co uwielbiam, to dziennikarka polityczna Monika Olejnik, która wprowadziła odwagę, styl i kolor do poważnego świata dziennikarstwa politycznego. To jest dojrzała, absolutnie świadoma swojej urody i swoich atutów kobieta, która nie wstydzi się założyć szalonego toczka z piórami albo czerwonych szpilek na kilkunastocentymetrowym obcasie, a przy tym nie ujmuje jej to wiarygodności. Wręcz przeciwnie, czyni ją to wielowymiarową, jeszcze bardziej interesującą i ciekawą.

Czyli poradziłaby pani kobietom w polityce pójście w ślady Moniki Olejnik?

Tak, więcej Monik Olejnik w polityce. Innym wzorem do naśladowania może być żona prezydenta Stanów Zjednoczonych, Michelle Obama. Polskim kobietom w polityce zdecydowanie przydałoby się więc więcej stylu i więcej pewności siebie.

Joanna Przetakiewicz - polska bizneswoman, projektantka mody, właścicielka modowej marki i dyrektor kreatywna domu mody "La Mania". W polskiej edycji show "Project Runway" występuje w roli jurorki.