Urbańska i Józefowicz są jedną z tych par, które łączy nie tylko wspólny dom, ale i praca. Tancerka jest gwiazdą teatru, któremu szefuje jej mąż i choć wydawać by się mogło, że łączące ich uczucie przyniesie Nataszy lepsze traktowanie, okazuje się, że jest zupełnie na odwrót. Janusz słynie z tego, że jest bardzo srogim i wymagającym szefem i właśnie wobec swojej żony, ma największe oczekiwania:

Reklama

Janusz jest moim reżyserem, dyrektorem i ja jestem jedną z artystek w zespole. I to jest najlepszy możliwy związek i jedyna możliwa praca w taki sposób. Nie przenosimy prywaty na scenę - ja nadal jestem tak samo traktowana jak inni artyści, nadal Janusz mnie karci jak jest źle, zwraca mi uwagę i wyłapuje niuanse, że coś jest nie do końca tak. Myślę, że dwukrotnie bardziej wymaga ode mnie niż od innych, ale jestem mu za to ogromnie wdzięczna, bo w ten sposób ja jeszcze więcej się uczę i jeszcze więcej mam pokory do zawodu. Zagryzam czasami zęby, że się tak czepia, ale ma rację - wyznała w wywiadzie dla agencji Newseria Lifestyle.

Natasza przyznaje jednak, iż bywają chwile, w których bycie żoną reżysera okazuje się przydatne:

Na tyle się zmieniły nasze relacje zawodowo, że Janusz słucha moich propozycji, często z nich korzysta i to jest cudowne. Po tylu latach ma do mnie zaufanie i słucha się, bo to się nie zdarza, ludzie boją się go o cokolwiek zapytać - tłumaczy.