Od kiedy w mediach pojawiły się doniesienia o rozwodzie Małgorzaty i Jacka Rozenków, na facebookowym profilu byłego już męża perfekcyjnej pani domu często pojawiały się dziwne wpisy. Aktor pisał, że gardzi sobą, relacjonował swój samotny wyjazd w góry i sugerował, że jedyną pociechą jest mu whisky. Ostatnio posty Rozenka są już mniej dramatyczne, za to pojawiają się znacznie częściej i informują niemal o każdym szczególe z jego dnia. Ten facebookwy ekshibicjonizm postanowił w ostrych słowach skomentować Andrzej Saramonowicz. Nawiązując do słynnego serialu "Despted Housewieves" (zdesperowane panie domu), reżyser napisał:

"Desperate Househusband" czyli Jacek Rozenek.
Codziennie mam okazję dostawać info z jego profilu, skąd ów szczegółowo informuje, gdzie był. Nie są to Buenos Aires, wodospad Niagara, stacja kosmiczna Mir czy sypialnia Angeliny Jolie, tylko miejsca, powiedziałbym, odrobinę w przepychu skromniejsze: plan "Barw szczęścia", studio radiowe, studio "Pytania na śniadanie" itp.
W przypadku aktora i prezentera telewizyjnego to tzw. proza życia, mniej więcej to samo, gdybym ja pisał co chwilę, że jestem aktualnie w kuchni (+ tejże kuchni zdjęcia zamieszczał), gdzie przy kanapce z serem wymyślam dwa zdania do scenariusza, a potem informował, że przeniosłem się do pokoju, na fotel obok półki z książkami, gdzie jednak z bólem musiałem uznać, iż te dwa zdania z kuchni były do dupy, by wreszcie kazać Wam oglądać fotografie z łazienki, gdzie mam nadzieję wymyślić zdania lepsze.
Lubię Jacka Rozenka i uważam go za dobrego aktora, natomiast ten jego PR-owy ekshibicjonizm mnie dziwi. Bo odnoszę wrażenie, że po rozwodzie Jacek Rozenek uznał, że do wypromowanego już nazwiska musi sobie jeszcze wypromować imię.

Zgadzacie się z opinią reżysera? A może wzmożona aktywność na Facebooku jest jakimś swoistym sposobem Jacka Rozenka na poradzenie sobie z samotnością, jaka zapewne dotknęła go po rozwodzie.