Krystyna Janda, kilka tygodni temu, postanowiła powiedzieć prawdę na temat tego, jak szczęśliwy związek Richardson i Zamachowskiego wygląda z perspektywy byłej żony aktora, Aleksandry Justy. Pracując z porzuconą kobietą w jednym teatrze, Janda zauważyła, że przymus oglądania kwitnącego romansu byłego męża, powoduje dewastację psychiki kobiety.

Na komentarz dotyczący całej sytuacji zdecydowała się Monika Richardson. W swoim felietonie opublikowanym na łamach portalu natemat.pl, dziennikarka kreuje się na niewinną ofiarę mediów, odnosi się między innymi do słów Krystyny Jandy i ironizuje na temat "drżącej jak trzcina na wietrze", byłej żony Zbigniewa Zamachowskiego:

Nie wiem kiedy stałam się “złodziejką mężów”, “wywłoką próbującą budować swoje szczęście na nieszczęściu innych”, kobietą nieczułą na cierpienie drugiej kobiety, słowem potworem. Dowiedziałam się, między innymi, że mój mąż “już dawno ode mnie uciekł”. Okazało się też, że mój partner, jako prawdziwy mężczyzna, jest całkowicie ubezwłasnowolniony. To ja: hetera, zołza, sekutnica, wyrwałam go potajemnie jego niczego nie przeczuwającej, “drżącej jak trzcina na wietrze”, pozbawionej siły i głosu, byłej żonie i przytaszczyłam go do swojej luksusowej willi, gdzie zamknęłam go w złotej klatce i uczyniłam pantoflarzem. A teraz mam cierpieć, bo tylko na to sobie zasłużyłam.

My zastanawiamy się tylko, czy po tym, jak na oczach całej Polski afiszowała się z nową miłością, wiedząc, że jej partner jest w trakcie rozwodu, Monika Richardson ma prawo robić z siebie ofiarę mediów i narzekać na to, że plotki zakłócają spokój jej rodziny?