Jak twierdzi fotograf, gwiazda zaatakowała go, bo myślała, że zrobił zdjęcia, które nie powinny ujrzeć światła dziennego.

- Była 3.30 w nocy, impreza właśnie się skończyła, a ja przechodziłem po parkingu, by udać się do toalety, kiedy zauważyłem Paris. Wtedy postanowiłem włączyć aparat. Nie spodziewałem się, że zostanę zaatakowany. Często robiłem jej już zdjęcia i zawsze byłem w stosunku do niej miły - powiedział Barrera.

31-letnia Paris Hilton i jej partner Brandon Davis próbowali zabrać mu aparat. Fotograf jest przekonany o tym, że powodem ich zachowania były narkotyki.

- Paris zachowywała się tak, jakby była pod wpływem silnych środków odurzających. Znam działanie narkotyków i wiem, jak ludzie się po nich zachowują. Ona mnie bezpodstawnie zaatakowała. Zresztą widać to doskonale na filmie. Zacząłem uciekać i wołać o pomoc, wówczas pojawili się inni fotografowie, którzy porobili zdjęcia - zaznaczył.

Po całym zajściu zwróciła się do Barrery jedna z pracowniczek klubu "Bootsy Bellows" z prośbą, by zachował milczenie.

- Powiedziała, że zależy jej, bym nic nie zdradził, bo dba o wizerunek swojego miejsca pracy - zdradził.