Zlokalizowana na Florydzie agencja talentów zamieściła na swojej stronie zdjęcie Pippy Middleton i informację, że może pośredniczyć w kontaktach biznesowych między siostrą Kate Middleton, a biznesmenami, którzy chcieliby zatrudnić ją przy swoich eventach.

Reklama

Sprawą zainteresowali się dziennikarze. "Daily Star Sunday" zadzwonił do agencji podszywając się pod firmę chcącą nawiązać z Pippą współpracę przy promocji produktów. Pracownik agencji wycenił 2-godzinne wystąpienie panny Middleton między 30 a 40 tys. dolarów, w ciągu dnia podniósł jednak te ceny na 62-93 tys. dolarów.

- Trzeba to zrozumieć, jest związana z rodziną królewską, a to wymaga zachowania odpowiednich środków bezpieczeństwa. Końcowa cena może być nawet jeszcze wyższa - tłumaczył w rozmowie telefonicznej przedstawiciel agencji i poprosił o przesłanie dokładnego opisu imprezy, który miał być następnie przesłany do samej Pippy Middleton.

Prawdopodobnie tak jednak by się nie stało, ponieważ poinformowany o ofercie rzecznik Pippy Middleton zupełnie odciął się od działań agencji.

- Ta firma nie reprezentuje mojej klientki i nie ma prawa umieszczać na swojej stronie takich twierdzeń. Skontaktujemy się z nimi w tej sprawie.

Po jakimś czasie profil Pippy Middleton zniknął ze strony Celebrity Talent Promotions.

Reklama

Najwyraźniej agencja chciała wykorzystać duże zainteresowanie wizytą Pippy w Stanach Zjednoczonych, która planowana jest na drugą połowę roku. Powiązana z dworem brytyjskim celebrytka ma w październiku promować w USA swoją książkę o organizowaniu przyjęć "Celebrate".

O wywiad z nią już teraz zacięcie walczą Oprah Winfrey i Barbara Walters.