Pijany Ferency pojawił się na spotkaniu z fanami w świdnickim Ośrodku Kultury. Spotkanie musiało zostać przerwane.

Teraz aktor tłumaczy się ze swojego zachowania.

Mam naturalny odruch wstydu, ale też pewnego zniechęcenia. Od sześciu lat paskudnie mi się żyje w Polsce. Widzę coraz więcej rzeczy, które mnie przerażają, które żywo przypominają końcówkę XVIII w. Nie jestem pewien, czy jacyś obcy nie mieszają w tym naszym polskim tyglu, czy może jesteśmy aż tak nierozumni? Jest mi z tym źle, próbuję jakoś sobie radzić. Nie zawsze się udaje. Skutek był widoczny na rzeczonym spotkaniu - czytamy w rozmowie z Onetem.

Podczas spotkania aktor nawoływał, by nie oddawać swoich głosów na PiS.

Reklama

W wywiadzie przyznał, że szkoda mu, że jego apelu nie potraktowano poważnie, gdyż "pochodził on z jądra jego rozpaczy". Jednocześnie zaznaczył, że jego picie nie jest alkoholizmem.

To tak jakbyśmy złapali grypę. W Polsce strasznie ciężko jest ludzi przekonać, że alkoholizm to choroba. Wiem, że jak nazywam alkoholizm grypą, to tak jakbym go lekceważył. Ale jak widzę skutki polityki nastawionej na to, żeby ludzie się żarli, to już nie wiem, czy nie lepiej jest pić - usprawiedliwia się.

Zwrócił uwagę, że nie wszystkim jego stan przeszkadzał.

Na placu piwo piły dwie panie, które strasznie ucieszyły się, że mnie widzą. Też były na tym spotkaniu. Zapytałem, czy mogę się przysiąść, bardzo chętnie się zgodziły. Mówiły, że są tego zdania, co ja, ale że większość świdniczan jest innej opcji. Taką miałem przyjemnostkę na koniec - wspomina.