Wszystko zaczęło się od krótkiego wideo, jakie kilka dni temu Lewandowska zamieściła na swoim Instastories. Widać na nim trenerkę tańczącą w kostiumie otyłej osoby:

Reklama

Very #BodyPostitive! Za chuda, za duża - jak teraz Wam się podobam? - napisała rozbawiona

Publikacja Lewandowskiej nie spodobała się Mai Staśko. Aktywistka i publicystka uznała, że jest to forma naśmiewania się z otyłości i zarzuciła trenerce brak empatii:

Filmik @annalewandowskahpba , w którym przebiera się za grubą kobietę, jest wyrazem totalnego braku empatii. Żarty z grubych osób są tak samo śmieszne jak żarty z gwałtów. Grube osoby to ludzie, nie obiekt żartów czy inwektywa. A Lewandowska nazywa swój filmik #bodypositive. To jest przeciwieństwo ciałopozytywności! Superszczupła laska, którą stać dosłownie na wszystko, każdy zabieg upiększający i usługę, i która ma mnóstwo czasu, by ćwiczyć – w stroju grubej osoby wywija śmiesznie do kamery. No naprawdę, boki zrywać.

Lewandowska nie widzi swoich przywilejów – jako szczupła, bogata osoba nie musiała się zmagać z mnóstwem problemów. Dla niej strój grubej to śmieszna odmiana. Dla innych to ciało, w którym żyją. Ciało, przez które lekarze ignorują choroby, mówiąc „schudnij”; przez które nie dostają pracy; przez które ludzie ich poniżają i uznają za gorszych.

Ania najpierw odpowiedziała na krytykę pod postem aktywistki broniąc się, że nigdy nie miała zamiaru naśmiewać się z kogokolwiek i jednocześnie przepraszając wszystkich, których jej post mógł urazić. Jednak kiedy sprawa zaczęła odbijać się coraz szerszym echem w mediach, Lewandowska postanowiła nasłać na Staśko swoich prawników. Ci wysłali Mai pismo, w którym zażądali usunięcia krytykujących trenerkę postów, w przeciwnym razie sprawa miała skończyć się w sądzie, a Staśko miałaby zapłacić 50 tys. złotych zadośćuczynienia.

Aktywistka nie dała się jednak zastraszyć i opublikowała pismo od prawników trenerki na Instagramie. To wywołało prawdziwą burzę i ściągnęło na głowę Lewandowskiej jeszcze większą lawinę krytyki. Karolina Korwin Piotrowska uznała na przykład, że ze strony celebrytki jest to próba ograniczania wolności słowa osób, które mają czelność ją skrytykować. Pomysł z pismem od prawników okazał się dla Lewandowskiej dużą wizerunkową wpadką, dlatego ostatecznie Anna się z niego wycofała.

Maja Staśko na swoim Instagramie opisała, jak wyglądał jej kontakt z teamem popularnej trenerki i propozycja ugody:

Dzisiaj przeprowadziłam długą rozmowę z pracownicą Anny Lewandowskiej. Pozwu nie bedzie. Ale przeprosin za groźbę pozwem też nie.
Usłyszałam, że lepiej się wzajemnie przeprosić i porozumieć. Od początku w tej sprawie kontaktują się ze mną wyłącznie prawnicy i (bardzo miła!) pracownica celebrytki, nigdy ona sama. Trudno więc mówić o jakimkolwiek porozumieniu. Rozmowa przez swoich pracowników milionerki grożącej pozwem z aktywistką, która nie wiedziała, czy będzie miała na życie, bo ją skrytykowała - to też niezbyt równy dialog. Trudno wejść w porozumienie z ludźmi, którzy próbowali zastraszać i uciszać, a gdy sprawa pojawiła się w mediach - zaczęli szukać ,,porozumienia".

Staśko nie zamierza jednak przepraszać Lewandowskiej, bowiem uważa, że miała prawo skrytykować jej poczynania:

A wzajemnie przeprosić? Nie chcę żyć w świecie, w którym trzeba przepraszać bogatych ludzi za krytykę. Po prostu nie. Codziennie walczę z niesprawiedliwym traktowaniem, także ze względu na majętność - nie będę teraz działać inaczej. Chociaż przykro mi, że tak to działa.

Na koniec aktywistka stwierdziła, że afera z popularną trenerką to tylko symbol znacznie większego problemu:

Bo to coś znacznie więcej niż jedna afera. Nie jestem w stanie jednym gestem pominąć lat katowania mojego ciała przez przemysł kosmetyczny i fitness – choć bardzo bym chciała, żeby to było takie proste. Chciałabym się ,,porozumieć", a wszystko nagle by się zmieniło – grube ciała nie stanowiłyby tych „przed”, a producenci i celebrytki nie sprzedawaliby nam niepotrzebnych produktów, wmawiając, że nasze ciała są niedoskonałe, byleby tylko powiększać swoje fortuny. Chciałabym, bym takim jednym gestem przestała zmagać się z zaburzeniami jedzenia, a moja mama – z anoreksją. Chciałabym, bardzo.
Ale to tak nie działa. To jest wielka, ciężka walka – z systemem, który ceni wyżej zyski niż ludzi i ich życie i zdrowie; wymiarem sprawiedliwości, który broni bogatych przed biednymi; z przemysłem, który daje zarabiać milionerom kosztem zdrowia i życia zwykłych ludzi.
Ale razem to zmienimy. Ogrom wsparcia przez te dni dał mi tyle nadziei! Serio, jesteście niesamowici, dziękuję ❤

Sama Anna Lewandowska na razie nie zabiera głosu w sprawie, bowiem przebywa aktualnie na urlopie. Czy po powrocie z wakacji odniesie się do całej afery?

Reklama