Przepis na seksualność od Ferrisa

W swojej popularnej książce „4-godzinne ciało” Timothy Ferris, opisuje taki oto eksperyment: przez 21 dni jadł tylko wołowinę z krów z wolnego wypasu w Nikaragui. W międzyczasie obserwował, jaki to ma wpływ na funkcjonowanie jego organizmu. Po powrocie do Stanów przydarzyła mu się ciekawa sytuacja podczas spotkania z koleżanką. Po 15 minutach kobieta prawie rzuciła się na niego w restauracji, chociaż takie zachowanie nie było dla niej typowe. Jak się później okazało, taki popęd seksualny był spowodowany oddziaływaniem męskich feromonów, których poziom wzrósł trzykrotnie, w czasie gdy autor przebywał w Ameryce Środkowej.

Spożywanie aż tak dużej ilości wołowiny dziennie nie jest raczej polecana – może bowiem niekorzystnie wpłynąć na żołądek. Umiarkowane porcje tego mięsa muszą być jednak nieodłączną częścią diety z wielu przyczyn. Jedną z nich jest to, że wołowina pozytywnie wpływa na życie seksualne mężczyzn, powodując zwiększenie poziomu testosteronu.

W dalszej części książki Ferrisa znajdziemy opis dwóch metod, pozwalających na wypracowywanie przez organizm większej ilości męskich hormonów: pierwsza – bardziej stabilna i trwała, druga z kolei służy pewnym „zastrzykiem energii” na krótki czas. W ostatnim przypadku testosteron powstaje w organizmie na bazie cholesterolu. Odbywa się to między północą a 4:00 lub 6:00 nad ranem. Dlatego Ferris radzi, by przed snem zjeść cztery lub więcej całych dużych jaj lub 350 gram steku. Aby wzmocnić działanie takiego wieczornego posiłku, na cztery godziny przed stosunkiem trzeba zjeść cztery orzechy brazylijskie, dwadzieścia surowych migdałów oraz dwie kapsułki mieszanki tranu i tłuszczu z masła. Pozytywny efekt? Ponoć gwarantowany.

Inne wartości odżywcze wołowiny

Oprócz cholesterolu, który sprzyja życiu seksualnemu, w wołowinie znajduje się wiele elementów niezbędnych dla zdrowego funkcjonowania organizmu. Jak wynika z badań National Cattlemen’s Beef Association wołowina zawiera wiele witamin i mikroelementów, istotnych w codziennej diecie. Wg raportu organizacji, dzienna norma spożycia wołowiny to około 80-100 gram. Co mieści się w takim kawałku mięsa?

Po pierwsze, wołowina jest bogata w naturalne proteiny wysokiej jakości, pomagające utrzymywać organizm w dobrej kondycji i odnawiać tkanki ciała. Obecność tych mikroelementów w organizmie w optymalnych ilościach przyczynia się do stabilizacji hormonów oraz zwiększenie odporności na choroby i wirusy. Niezbędna ilość protein w takiej postaci pomoże także przy zrzuceniu wagi, zwiększeniu masy mięśni oraz uregulowania poziomu cholesterolu.

Wołowina jest ponadto bogata w żelazo, które jest łatwo przyswajane przez organizm. Brak tego elementu może powodować problemy z pamięcią, zdolnością do nauki i rozumowania. To samo dotyczy cynku. Jest on niezbędny dla tworzenia podbudowy mięśni, gojenia ran oraz wzmocnienia odporności.

Czerwone mięso jest idealnym dostarczycielem witamin grupy B (szczególnie B12 i B6). Mają one wpływ na prawidłowe działania nerwowego systemu, odporności na choroby oraz obniżenie ryzyka ataku serca.

Smaczna porcja witamin

Jak zapewnić sobie dzienną porcję korzystnych mikroelementów? Wołowinę można przyrządzić na wiele sposobów. Do najbardziej pożądanych należy stek – krwisty lub wysmażony, wg upodobań. Stekami z grilla poczęstuje nas wielu kucharzy-amatorów, zwłaszcza teraz, gdy wołowina zyskała w Polsce dużą popularność. Prawdziwy smak z kawałka tego mięsa potrafi jednak wydobyć tylko specjalista. Ważnym jest nie tylko sam proces przyrządzenia steku, ale i jego przygotowanie przed grillowaniem. Wołowinę o prawdziwym, tradycyjnym smaku spróbujecie tylko w jednym miejscu w Polsce – krakowskiej restauracji Ed Red.

Przed przygotowaniem steku sezonujemy mięso na sucho: wołowina jest wkładana do chłodni, gdzie dojrzewa standardowo 21 dni, ale korzystając ze specjalnej szafy Maturmeat z regulowaną temperaturą i wilgotnością możemy skrócić ten okres do 12 dni, otrzymując taki sam efekt. Po przygotowaniu taki stek jest bardzo soczysty i kruchy – wyjaśnia Adam Chrząstowski, szef kuchni w steakhouse Ed Red.

Jeżeli już wybierzecie się do steakhouse'u, to łatwo zgubicie się wybierając stek z karty. Stek najczęściej przyrządzany jest z antrykotu, rostbefu oraz polędwicy, które wyraźnie się od siebie różnią. Antrykot i rostbef posiadają więcej błonek tłuszczu niż polędwica, ale przez to mają bardziej intensywny smak. Z antrykotu wycinany jest Rib-roast i Rib-eye. Z rostbefu przyrządza się New York Steak – kawałek mięsa przypominający stan Nowy York. Na T-bone z kolei składają się rostbef i polędwica, które znajdują się po obu stronach kości, formując literę T. Sirloin Steak, Top Sirloin oraz Filet mignon pochodzą z polędwicy. Jest to najdroższe, bardzo delikatne mięso.

Steki w restauracjach nie są już robione wyłącznie z importowanej wołowiny. Ostatnio na popularności zyskuje… wołowina polska. - Wcześniej polski konsument mógł zjeść stek tylko z australijskiej lub amerykańskiej wołowiny. Teraz wszystkie potrawy przyrządzamy z polskiego mięsa wysokiej jakości, które smakuje tak dobrze, jak zagraniczne – mówi Adam Chrząstowski, jeden z ekspertów kampanii „Weź się za wołowinę!”, która ma m.in. edukować Polaków i promować polską wołowinę. Na stronie kampanii można znaleźć artykuły i przepisy, pozwalające wydobyć z mięsa wszystko, co najlepsze.

Tytułem podsumowania, jedząc wołowinę - zarówno tę przyrządzoną w domu, jak i w restauracji - nie tylko wzbogacacie swój organizm o witaminy i korzystne mikroelementy, a i poprawiacie swoje życie seksualne. To może czas na stek?