Przez lata utarło się przekonanie, że kobietom najbardziej podobają się typowi macho, co ma swoje podłoże w ewolucji.

Wysoki poziom testosteronu nie tylko gwarantuje rozwój wszystkich atrybutów męskości, ale także osłabia układ immunologiczny. Dotychczas uważano, że mężczyzna taki zyskuje na biologicznej wartości w oczach kobiet, gdyż jego organizm musi poradzić sobie z tym drobnym defektem odporności.

Badacze z RPA postanowili jednak udowodnić, że hipoteza ta ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Za wskaźnik, na podstawie którego określali stopień atrakcyjności mężczyzn dla kobiet, przyjęli poziom tłuszczu na ciele.

W badaniu wzięło udział 69 mężczyzn, którym zmierzono poziom tłuszczu i testosteronu oraz skontrolowano sprawność układu odpornościowego. Następnie ich zdjęcia w samej bieliźnie pokazano grupie kobiet, która oceniła męską atrakcyjność.

Analiza wykazała, że mężczyźni z najwyższym poziomem tkanki tłuszczowej mieli najsłabszy układ odpornościowy i wzbudzili najmniejsze zainteresowanie wśród kobiet. Większość pań wybrała mężczyzn szczupłych.

Okazuje się więc, że wyznacznikiem męskości nie jest poziom testosteronu, ale tkanki tłuszczowej.