Mowa o bardzo popularnych wśród sportowców suplementach diety Jack3d i OxyElite Pro, które podnoszą efektywność treningu, poprawiają koncentrację, wspierają metabolizm i dodają energii. Za działanie takie odpowiada głównie dimetyloamyloamina (DMAA).

>>> Jegostrona.pl na Facebooku – polub i bądź na bieżąco >>>

Rzecznik armii, Peter J. Gravesa, oświadczył, że raporty toksykologiczne zmarłych żołnierzy zawierały informacje o obecności DMAA w ich organizmach. Pojawiły się także niepokojące doniesienia o zaburzeniach nerek i wątroby, przyspieszonej akcji serca oraz utracie świadomości u innych żołnierzy, którzy również stosowali suplementy zawierające DMAA.

Kerri Toloczko, rzeczniczka firmy USPlabs, która jest producentem Jack3d i OxyElite Pro, informuje, że ich towary nie stanowią zagrożenia dla zdrowia, a dimetyloamyloamina, jako substancja występująca w warunkach naturalnych w azjatyckim geranium, jest stosowana w celach żywieniowych od ponad stu lat. Jako środek umiarkowanie pobudzający ma ona działanie podobne do kofeiny – czytamy na serwisie Onet.pl.

Jednak z opinią tą nie zgadzają się inni specjaliści według, których DMAA ma działanie zbliżone do amfetaminy i nie powinna być sprzedawana jako suplement diety. Według nich dimetyloamyloamina powinna znaleźć się na liście leków, wówczas Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) musiałaby wyrażać zgodę na dopuszczenie do obrotu suplementów z tą substancją, co ma miejsce chociażby w Kanadzie, gdzie zakazana jest sprzedaż suplementów zawierających DMAA. Substancja ta została również zaliczona do grupy zakazanych środków pobudzających przez Światową Agencję Antydopingową.

Armia amerykańska bada obecnie czy istnieje związek między śmiercią żołnierzy oraz zgłoszonymi dolegliwościami, a stosowaniem produktów zawierających DMAA. Na ten czas suplementy zawierające dimetyloamyloaminę zostały wycofane z obszaru baz wojskowych przez amerykański Departament Bezpieczeństwa. Są jednak nadal dostępne w sklepach na terenie USA, ale Amerykańska Agencja Antydopingowa wydała oświadczenie ostrzegające przed skutkami ich stosowania.

Dopóki produkt ten nie zniknie ze sklepowych półek, musimy zrobić wszystko – podobnie jak to uczyniliśmy w stosunku do naszych sportowców – aby konsumenci mieli świadomość zagrożenia i podejmowali przemyślane decyzji – mówi szef agencji na Onet.pl.